Reformatorka
Ann Vickers (Irene Dunne), pracownica socjalna, której w głowie nie amory, a służba na rzecz ubogich i potrzebujących, zostaje uwiedziona przez jankeskiego chłopca i zachodzi z nim w ciążę. Gdy żołnierz nie wykazuje zainteresowania ożenkiem, ona – wraz ze wspierającą ją powierniczką Malviną Wormser (Edna May Oliver) – udaje się do Hawany na Kubie, by tam poddać się aborcji. Po powrocie do kraju oświadcza jej się wieloletni przyjaciel Lindsey Atwell (Conrad Nagel), lecz ona podejmuje decyzje, by w pełni poświęcić się karierze.
Niejako w ramach pokuty za dokonanie zabiegu zatrudnia się w więzieniu dla kobiet. Przekonawszy się na własne oczy, jakie warunki panują w placówce, dokłada wszelkich starań, ażeby zmienić sytuację osadzonych. Jej działania nie w smak są przełożonym, którzy znajdują pretekst, by ją zwolnić. W odwecie Ann pisze bestsellerową książkę obnażającą patologie systemu penitencjarnego w Stanach Zjednoczonych, co owocuje powierzeniem jej kierowniczego stanowiska w innym zakładzie poprawczym.
Poznawszy żonatego sędziego Barneya Dolphina (wypożyczony z wytwórni MGM Walter Huston), wdaje się z nim w romans. Ponownie spodziewa się dziecka, które tym razem rodzi. Dolphin natomiast trafia na ławę oskarżonych za przyjmowanie łapówek, a stamtąd prosto za kratki. Vickersówna, znowu zrzucona ze stołka, samotnie wychowuje nieślubnego potomka, łożąc na jego utrzymanie z pieniędzy zarobionych dzięki artykułom na temat kondycji oddziałów karnych w USA. Kiedy Barney, w międzyczasie rozwiedziony, wychodzi na wolność, Ann, wciąż w nim zakochana, przyjmuje go z otwartymi ramionami, deklarując, że oto koniec z pędem za sukcesem. Najwyższa pora zająć się domem i rodziną.
Zdobywszy dwie najważniejsze nagrody literackie, czyli Pulitzera i Nobla (w takim właśnie porządku), urodzony w 1885 roku Sinclair Lewis, wnikliwy obserwator amerykańskiej rzeczywistości, nie spoczął bynajmniej na laurach. Gdy „Arrowsmitha” (reż. John Ford, 1931), ekranizację jednej z jego powieści, nominowano do czterech Oscarów, on pracował już nad kolejnym dziełem. Dokładnie 25 stycznia 1933 roku światło dzienne ujrzała „Ann Vickers” (trzy lata później – w przekładzie Róży Centnerszwerowej i pod auspicjami Towarzystwa Wydawniczego Rój – opublikowana również w Polsce).
Na filmową adaptację fani prozatorskiego pierwowzoru – który Lewis zadedykował swojej żonie, dziennikarce Dorothy Thompson (to ona w 1931 roku przeprowadziła słynny wywiad z Adolfem Hitlerem) – musieli czekać zaledwie osiem miesięcy, a pewnie czekaliby jeszcze krócej, gdyby nie ustawiczne ingerencje zaniepokojonych urzędników z Biura Haysa. Skrypt autorstwa Jane Murfin, cieszącej się powodzeniem dramaturżki i popularnej w Hollywood scenarzystki (vide: „Kariera kelnerki” George’a Cukora z 1932 roku), poddano licznym przekształceniom.
Kością niezgody pomiędzy studiem RKO (reprezentowanym przez Meriana C. Coopera) a cenzorami była oczywiście kwestia aborcji. Ostatecznie obu stronom udało się osiągnąć kompromis. W wyreżyserowanej przez Johna Cromwella „Ann Vickers” (1933) jest scena, z której wprost nie wynika, czy protagonistka faktycznie usunęła ciążę, czy straciła dziecko w wyniku komplikacji porodowych. I wilk syty, i owca cała. „O czym myślisz?” – pyta Malvina. „O niej” – mówi Ann. „Miałaby czarne włosy. Jak mój dziadek. I robiłaby takie rozkoszne minki. Dałabym jej na imię Pride [ang. Duma]. Gdyby tylko nie umarła” – kontynuuje Vickersówna, pogrążając się w coraz większym smutku.
Choć film Cromwella – wtedy świeżo po „Srebrnym sznurze” (1933), także z Irene Dunne w obsadzie – kończy się podobnie jak „Weekendowe małżeństwo” (reż. Thornton Freeland, 1932), „Kariera Anny Carver” (reż. Edward Buzzell, 1933) czy „Kobiecość” (reż. Michael Curtiz, 1933), a więc zejściem głównej bohaterki ze ścieżki zawodowej i oddaniem się wiciu ciepłego gniazda u boku mężczyzny, to jednak nie da się nie zauważyć, iż w ten sposób Ann wyraża się jako feministka. Stoczywszy szereg potyczek, których stawką było szczęście innych ludzi, panna Vickers walczy w końcu o to, by i do niej los się uśmiechnął. Tak się składa, że spokój ducha odnajduje w miłości zarówno do Barneya – i to pomimo rozczarowania, które ten jej uprzednio przyniósł – jak i do ich wspólnego syna. Decyzja, by ofiarować się takiemu życiu (niewykluczone, że wiedziona próbą naprawienia błędu popełnionego w przeszłości), nie dyskredytuje jej wcześniejszych osiągnięć. Ann, na co zwracał uwagę Władysław Tarnawski w zamieszczonej w „Kurierze Warszawskim” recenzji powieści Lewisa, to „kobieta uczuciowa i spragniona uczucia”. Nic zatem dziwnego, że wycofuje się do cichej przystani. Swoje już zrobiła. Uczestniczyła w manifestacjach sufrażystek (to za to – o czym w filmie się nie wspomina – została zapuszkowana), demaskowała obłudę patriarchatu i przeprowadziła reformę żeńskiego więziennictwa. Ann Vickers zasłużyła na odpoczynek.

Ann Vickers (1933)
Ann Vickers
RKO PICTURES ● Reżyseria: John Cromwell ● Scenariusz: Jane Murfin ● Wykonawcy: Irene Dunne, Walter Huston, Bruce Cabot, Edna May Oliver, Conrad Nagel, Sam Hardy i Mitchell Lewis.
📅 6 października 1933 roku ● 76 minut



