Ani zabawne, ani urocze, a po prostu męczące kino o toksycznej przyjaźni, którego punkt wyjścia jest tak absurdalny, że zaburza cały seans.
USA
Niezwykły portret młodej Ameryki trzeciej dekady XXI wieku, przypominający pocztówkę, na której zapisano słowa i gorzkie, i niosące nadzieję.
Niewolny od stereotypów, choć dużo bardziej empatyczny niż wcześniejsze filmy spod znaku kina egzotycznego fabularyzowany reportaż o alaskańskich autochtonach.
Kino wyglądające niesamowicie oraz doskonale operujące nastrojem grozy i tajemnicy, ale opowiadające nie tyle o geniuszu zbrodni, co o pospolitym klaunie.
Aż do na wskroś zachowawczego i typowego dla epoki finału niebywale nowatorska opowieść o kobiecie u władzy, która chciałaby zjeść ciastko i mieć ciastko.
Skłaniająca do refleksji, zręcznie zrealizowana, ale chwilami zwyczajnie pozbawiona życia opowieść o dystopijnym świecie, w którym ludzkość wyprano z emocji.
Mało oryginalna, ale za to nadrabiająca ironicznym humorem opowieść o młodym pisarzu mierzącym się z żałobą po stracie ukochanej matki.
Rozwijająca się naprędce i pozbawiona emocji – przynajmniej na ekranie – opowieść o niemożliwych do polubienia kobietach z dwóch różnych pokoleń, ale jakże bliskich sobie.
Zimny i niemal całkowicie wyprany z emocji film przybliżający postać Flannery O’Connor, amerykańskiej pisarki i katoliczki, portrecistki Głębokiego Południa.
Niebanalny film przedkodeksowy, w którym splata się szereg różnych gatunków i konwencji: od kina bokserskiego przez romans aż po muzyczno-taneczną rewię.
Typowa dla ery przedkodeksowej opowieść o kobiecie ze złamanym sercem, która w imię miłości i kilku mgnień szczęścia poświęca wszystko.
Na pozór prosta, a w istocie skomplikowana i poruszająca historia miłosna rozgrywająca się na tle Wielkiego Kryzysu, wśród szarych ludzi z bieda-osiedli.
