Mroczna, pesymistyczna i fatalistyczna opowieść o lotniku z zespołem stresu pourazowego, którego zdobyte na wojnie medale symbolizują nie zwycięstwo, a śmierć.
USA
Przedziwny film, bo nie dość, że utrzymany w niemodnej już konwencji opowieści o szejkach, to jeszcze do pewnego momentu zabawny, a potem seksistowski i rasistowski.
Kino sztuczne, doszczętnie wyprane z uczuć i chemii pomiędzy bohaterami, mało zabawne – za to przedramatyzowane – oraz po prostu nudne.
Oparta na prozie Williama Faulknera opowieść o gwałcie należąca do ścisłej czołówki najmocniejszych i najbardziej kontrowersyjnych filmów ery przedkodeksowej.
Trwające nieco ponad godzinę kino zemsty, tyleż głupiutkie i niezamierzenie zabawne, co niezwykłe i rzadkie w latach trzydziestych.
Dojrzały, poruszający oraz intencjonalnie chaotyczny, a także nader lekki, przyciągający czy wręcz hipnotyzujący debiut o kobiecie zmagającej się z zaburzeniami odżywiania.
Do bólu nudne, choć nagrodzone Oscarem dla najlepszego filmu i doskonale oddające ducha epoki dzieło, którego bohaterowie udowadniają, że zmienia się wszystko poza miłością i skłonnością do wojen.
Kamień milowy w dziejach ruchomych obrazów, szczytowe osiągnięcie „techniki, rozmachu i wystawy”, nawet jeśli niedomagające na poziomie treści.
Kino – nawet jak na standardy nieobyczajnej epoki przedkodeksowej – szokujące: wychodzące od niepokojącej sekwencji otwierającej, wieńczone zaś przez zbrodnię dokonaną przez siły natury.
Obiecująca i całkiem zabawna u podstaw historia, która wraz z rozwojem akcji rozpada się na szereg niepasujących do siebie opowieści.
Wyjątkowo humanistyczna historia zakładu karnego i osądzonych w nim mężczyzn, jakże inna od tego, do czego na przestrzeni dekad przyzwyczajało kino więzienne.
Noszący znamiona telenoweli nieco już zmurszały romans lotniczki z politykiem, najpierw wyjątkowo progresywny, potem zaś szalenie konserwatywny.
