Hołubiąca chrześcijańskim wartościom westernowa przypowieść o zmianie, jaka zachodzi w człowieku pod wpływem matczynej miłości.
1930
Niemal biblijna przypowieść o zderzeniu dwóch różnych światów – miejskiego i wiejskiego – które napędza nienawiść.
Przyzwoity romans o flirtach, zazdrości i aranżowanych ślubach, ważny z uwagi na debiut weteranki Lillian Gish w kinie dźwiękowym.
Bystra, choć niewystarczająco zabawna, skupiona na motywie sukcesu komedia według scenariusza debiutującego Prestona Sturgesa.
Autotematyczna i niegroźna satyra na Hollywood, już u zarania funkcjonowania demaskująca i odbrązowiająca przemysł kinowy.
Kino bardzo dobre i znakomicie zagrane, w pewnych partiach szalenie progresywne, w innych – do bólu konserwatywne.
Zabawna, pieprzna i niestety mizoginistyczna komedia przedkodeksowa, w której romantyczność zastępuje czysta lubieżność.
Kryminał spod znaku „kto zabił”, w którym na pierwszy plan wysuwa się inne pytanie: czy dojdzie w ogóle do jakiejś zbrodni?
Piękna, pełna życia, niuansów i skrajnych sytuacji historia miłosna, a przy okazji jeden z najdoskonalszych amerykańskich filmów 1930 roku.
Absurdalna opowieść o rzeczach ważnych: wzlotach i upadkach, stracie i powrotach, głębokim macierzyństwie i okrutnym ojcostwie.
Niesłychanie krzywdzący film promujący nie tyle jego największą gwiazdę, co dzielące i rządzące wszystkimi i wszystkim studio.
Krytyka amerykańskiej burżuazji zestawionej z cnotliwym i wcale nie tak dzikim Zachodem, a przy tym dość pieprzne kino.
