Nieśmiertelny kwiat

Od premiery „Anny Christie” (1930) Clarence’a Browna – pierwszego filmu, w którym Greta Garbo mówi – minęło dokładnie pół roku, gdy na ekrany wszedł „Romans” (1930) w reżyserii tegoż samego twórcy i z tą samą aktorką w roli głównej. Na całe szczęście, zarówno dla wytwórni MGM, jak i gwiazdy, rzeczony debiut dźwiękowy okazał się hitem. I choć nie należy on do najlepszych, a całość przesiąkają – jak zauważa Alexander Walker, biograf artystki – „pesymizm i złowróżbne przeczucia”, należało kuć żelazo, póki gorące, tym bardziej, że nowy kontrakt Garbo zakładał granie właśnie głosem. Oparty na sztuce Edwarda Sheldona (przez Lillian Gish określonego mianem papieża teatru), będącej przebojem i w Nowym Jorku, i w Londynie, już raz zekranizowanej w epoce niemej przez Chester Witheya w 1920 roku, utwór, ze scenariuszem autorstwa Edwina Justusa Mayera i Bess Meredyth, duetu dopiero co odpowiedzialnego za tekst „Panien młodych w rumieńcach” (reż. Harry Beaumont, 1930), był oczekiwany tak przez krytykę, jak i publiczność.

W noc sylwestrową Harry (Elliott Nugent) radzi się swego będącego biskupem dziadka w sprawie ślubu z aktorką, w którym matka i ojciec chłopaka upatrują mezaliansu. Nestor rodu, miast go zniechęcić, opowiada mu historię płomiennego romansu, jaki nawiązał przed laty z pewną pięknością. Niespełna trzydziestoletni wówczas Tom Armstrong (Gavin Gordon), anglikański duchowny pochodzący z arystokratycznej familii i proboszcz w zamożnej parafii, w trakcie przyjęcia organizowanego przez Corneliusa Van Tuyla (Lewis Stone) poznaje Ritę Cavallini (Garbo), wielką diwę włoskiego pochodzenia. I choć do mężczyzny docierają pogłoski, jakoby kobieta była utrzymanką gospodarza imprezy, ten wnet się w niej zakochuje. Ignoruje i protesty rodziny, i krążące plotki. Rita wyjaśnia, że jej relacja z Van Tuylem należy do przeszłości, jednak Tom staje się coraz bardziej podejrzliwy, gdy dawni kochankowie spotykają się ponownie. Dzieli ich, jak się okazuje, zbyt wiele, by mogli być razem: nie tylko przepaść klasowa, ale i stosunek do miłości, wierności oraz zaufania. W ostatni dzień roku podejmują wspólną decyzję o rozstaniu. „Moje serce zawsze będzie przy tobie, jeśli tylko pozwolisz mi zachować mą duszę” – mówi Rita do Toma. Harry, wysłuchawszy opowieści dziadka, postanawia poślubić dziewczynę.

„Romans”, podobnie jak „Anna Christie”, przyciągnął Amerykanów do kin. Film zarobił 1,25 miliona dolarów, a na dokładkę zgarnął dwie kolejne nominacje do Oscarów (tego roku zarówno Garbo, jak i Brown byli nominowani dwukrotnie, jednak statuetki sprzed nosów sprzątnęli im odpowiednio Norma Shearer za „Rozwódkę” Roberta Z. Leonarda oraz Lewis Milestone za reżyserię „Na Zachodzie bez zmian”). Krytycy z epoki powszechnie chwalili i całe dzieło, i interpretację Garbo. „Czyste piękno” – pisał jeden z nich, dodając, że to występ „będący mieszanką intelektu i emocji; dobroduszny, celny, poetycki portret kobiety odrzucającej miłość, gdyż czuje się niegodna mężczyzny, który ją ofiarowuje”.

To oceny mocno na wyrost. Interpretacja Garbo jest skrajnie przedramatyzowana, co w połączeniu ze sposobem, w jaki mówi – „ze szwedzka akcentowany angielski stający się niemal śpiewanym włoskim” – sprawia, że ten trwający zaledwie 76 minut tytuł jest wprost nieoglądalny i dłuży się w nieskończoność. Realizacja jest szalenie teatralna. Monologi wygłaszane przez pozbawioną tu charyzmy aktorkę są męczące (William H. Daniels, jej ulubiony zdjęciowiec, dwoi się i troi, by sfotografować ją jak najkorzystniej i, trzeba przyznać, udaje mu się, gdyż Garbo ma więcej wypisane na twarzy, niż scenarzyści zawarli w jej rozwlekłych kwestiach).

„Niech nic nie toruje drogi prawdziwej miłości” – przekonuje biskup i dziadek Tom w swej zamkniętej wewnątrz ramy narracyjnej klechdzie. Rzecz w tym, że uczucia pomiędzy nim a Ritą nie sposób doświadczyć na ekranie. Królują raczej smutek, ból oraz melancholia. Problemy, jakie im towarzyszą, wydają się wydumane. Kobieta, w której zakochuje się młody duchowny – ten sam, swoją drogą, co karci ją za to, że rozdaje pieniądze ubogim! – nieustannie pamięta tu o swych grzechach z przeszłości, rzutujących na to, co dzieje się tu i teraz (nie inaczej było skądinąd w „Annie Christie”). Operowa śpiewaczka mężczyzn miała wielu – jakże mogłaby więc odnaleźć się w objęciach niewinnego i niedoświadczonego księdza?

Plakat filmu "Romans" (reż. Clarence Brown, 1930)

Romans (1930)

Romance

MGM ● Reżyseria: Clarence Brown ● Scenariusz: Bess Meredyth i Edwin Justus Mayer ● Wykonawcy: Greta Garbo, Lewis Stone, Gavin Gordon i Elliott Nugent.

📅 26 sierpnia czerwca 1930 roku ● 76 minut