Choć na pozór pogodne, to w istocie wyjątkowo nijakie kino o dwójce mężczyzn zmagających się z syndromem Piotrusia Pana i robiących wszystko, by nie dorastać.
USA
Koronkowo zrealizowany portret buzujących Stanów Zjednoczonych i Nowego Jorku oraz skomplikowanej relacji łączącej Johna Lennona i Yoko Ono.
Imponujący debiut reżyserski noszący znamiona traumedii: o rzeczach złych i bolesnych mówiący w sposób subtelny i humorystyczny, nigdy niepopadający w przesadę oraz nieepatujący cierpieniem.
Kolejna dość przeciętna klechda o Dzikim Zachodzie, wprawdzie kompetentnie zrealizowana, ale z automatu przyćmiona przez tragiczne wydarzenia, do jakich doszło na planie zdjęciowym.
Zrealizowany w całości przy użyciu iPhone’a thriller szpiegowski, wizualnie na poły amatorski, fabularnie zaś – do bólu banalny i emocjonalnie nieangażujący.
Dość pospolita i kierowana do nie wiadomo kogo historia miłosna, której akcja rozgrywa się w ciągu czterech dni na przestrzeni różnych pór roku.
Eksperymentująca z narracją pulpowa opowieść o zakochanej kobiecie skazanej na śmierć, odrzucona przez nierozumiejącą jej struktury publiczność.
Zgrabna satyra na Hollywood zamknięta w parodii kina gangsterskiego, w której z samego siebie śmieje się ucieleśniający konwencję James Cagney.
Przeciętne i obliczone na skandalizujący efekt pożegnanie jak zwykle brawurowej Clary Bow – dziewczyny mającej to coś – z kinem i ze swą wierną widownią.
Wymykająca się schematom i klasyfikacjom, a do tego oparta na obfitującym w szczegóły scenariuszu historia kobiecej emancypacji w Ameryce lat pięćdziesiątych.
Zanurzona w kryminalnej konwencji, lecz niestety niemal całkowicie wyzuta z napięcia opowieść o nieznającym granic matczynym oddaniu.
Cicha i intymna opowieść o zawodowym ujeżdżaczu koni, w której rodeo jawi się jako zgrabna metafora zmagań jednostki z przeciwnościami losu.
