Pod znakiem traumy i żartu

W 2023 roku Kanadyjka Ally Pankiw zrealizowała swój pełnometrażowy debiut, a mianowicie „Żarty się skończyły”, opowieść o Sam (Rachel Sennott), komediantce scenicznej i opiekunce do dziecka próbującej odnaleźć się na nowo po tym, jak została zgwałcona przez ojca podopiecznej. Twórczyni zdecydowała się na to, by przyjrzeć się implikacjom wynikającym z tragedii poprzez śmiech, z komizmu czyniąc zarówno tarczę, jak i broń głównej bohaterki. Jednocześnie nie zapomniała o tym, by zachować powagę tam, gdzie to konieczne. W efekcie powstał film, który można by określić mianem traumedii (od połączenia słów trauma i komedia), a zatem kino bardzo osobiste, poruszające tematy trudne, wręcz bolesne, lecz czyniące to z humorem – czasem delikatnym, a czasem czarnym jak smoła – i dystansem.

Podobną traumedią jest „Sorry, Baby” (2025), pierwszy utwór autorstwa Evy Victor, urodzonej w 1994 roku, a więc nieco ponad trzydziestoletniej artystki, bodaj najbardziej znanej z występu w serialu „Billions” (2016-2023). To także historia, w której istny horror, czyli akt napaści na tle seksualnym – nazywany tu eufemistycznie Złą Rzeczą – Victor zderza z subtelnym dowcipem oraz sytuacjami albo powszednimi jak chleb, albo graniczącymi z czystym absurdem. „Sorry, Baby” to – zwłaszcza jak na dzieło inaugurujące karierę scenariopisarską i reżyserską – projekt na wskroś dojrzały, niepopadający w przesadę i nieepatujący niepotrzebnie cierpieniem, ale za to melancholijny, może nieco nostalgiczny, niosący nadzieję, że oto odbudowanie siebie, choćby i po najstraszniejszym koszmarze, wciąż jest wykonalne.

Na pozór Agnes (w tej roli sama Victor) prze do przodu. W istocie stoi zaś w miejscu. Wprawdzie jest wykładowczynią literatury angielskiej, ale na swojej macierzystej uczelni, placówce ulokowanej na północnym wschodzie Stanów Zjednoczonych (zdjęcia kręcono w Ipswich w Massachusetts), której z całą pewnością daleko do renomy wyróżniającej instytucje z Ligi Bluszczowej. Nigdy nie opuściła posiadłości, w której mieszkała w trakcie nauki. Nie zbudowała związku – sypia z sąsiadem Gavinem (Lucas Hedges z „Francuskiego wyjścia” Azazela Jacobsa z 2020 roku) – i nie doczekała się potomstwa (ma za to kota, którego przygarnęła w chwili największej słabości).

Co innego Lydie (Naomi Ackie), jej najlepsza przyjaciółka ze studiów. Nie dość, że przyjeżdża do niej w odwiedziny prosto z Nowego Jorku, metaforycznego serca wszechświata, to jeszcze informuje ją, że jest w ciąży. Agnes niewątpliwie cieszy się szczęściem Lydie, lecz nie da się nie zauważyć tego, że na jej twarzy rysuje się przygnębienie. Nie o zazdrość tu bynajmniej chodzi, a o to, że do świadomości kobiety dociera i fakt, że coś ją w życiu omija, i to, że wkrótce będzie zdana wyłącznie na siebie. Nic dziwnego, że przeraża ją perspektywa przecięcia swoistej pępowiny łączącej kumpele.

Tak się bowiem składa, że Lydie zawsze trwała u jej boku: nie tylko w momentach radości, ale i wtedy, gdy grunt usuwał się spod jej stóp. Agnes padła ofiarą gwałciciela, którym okazał się jej promotor, profesor Preston Decker (Louis Cancelmi), wilk w owczej skórze, człowiek darzony przez nią szacunkiem i zaufaniem.

Tym, co bodaj najdoskonalsze w „Sorry, Baby”, jest sposób, w jaki Victor realizuje centralny punkt anegdoty. Reżyserka rezygnuje z eksplicytnej prezentacji przemocy seksualnej, ograniczając się do kilku eliptycznie ustrukturyzowanych i chwytanych statyczną kamerą ujęć domu, do którego drapieżnik zaprasza Agnes. Do haniebnego czynu dochodzi zatem za zamkniętymi drzwiami, ale – co ciekawe – prawdziwy dramat rozgrywa się w kolejnych dwóch scenach: najpierw w tej ukazującej skrzywdzoną bohaterkę za kierownicą samochodu, a następnie w tej przedstawiającej ją siedzącą w wannie i z dokumentalną niemal precyzją relacjonującą przyjaciółce, co ją spotkało (jeśli Victor popełnia tu jakiś błąd, to wówczas, gdy decyduje się na cięcie, po którym w kontrplanie zdejmuje reakcję Lydie, zamiast pozwolić wybrzmieć temu wyznaniu bez zbędnej ingerencji na poziomie montażu).

Autorka, podobnie skądinąd jak Pankiw w „Żarty się skończyły”, konstruuje narrację w „Sorry, Baby” w oparciu o zaburzoną chronologię (podział filmu na rozdziały wyraźnie koresponduje natomiast z profesją uprawianą przez Agnes), zmuszając odbiorcę do zrekonstruowania tego wszystkiego, co dotknęło – i nadal dotyka – protagonistkę. Debiutancki obraz Victor jest refleksją nad tym, co przed i po. Reżyserka przygląda się i temu, co poprzedziło gwałt, i jego pokłosiu. Śledzi zarówno rozwój relacji pomiędzy Agnes a Deckerem, jak i jej brutalny upadek. Interesuje ją to, jaka bohaterka była, zanim dotknęła ją tragedia, ale i to, jakie piętno wycisnął na niej cios zadany przez – bądź co bądź – dość bliską osobę.

Dzięki takiemu spojrzeniu Victor udaje się zagmatwać i tak już skomplikowany przekaz. Kreślonej przez nią postaci towarzyszą wszak mieszane uczucia, co przyczynia się do tego, że nie wnosi oskarżenia przeciwko oprawcy (mało tego – przejmuje po nim gabinet na uczelni!), a zarazem doświadcza niepokoju w środku nocy i ataków paniki, gdy jedzie autem (z tym aspektem zazębia się to, że książką omawianą na zajęciach u Agnes, jest problematyczna „Lolita” Vladimira Nabokova).

Tym, co pozwala kobiecie przetrwać, jest jej poczucie humoru, niekiedy rozbrajające, a niekiedy wprawiające widza – ale i pozostałych bohaterów – w zakłopotanie. To – jako się rzekło – tarcza i broń, dzięki którym Agnes jest w stanie iść dalej. W końcu jej życie wciąż się toczy (znamienne jest to, iż Lydie prosi ją w pewnym momencie, by nie umierała, nawiązując prawdopodobnie do potencjalnych myśli samobójczych). Coś – a to wredna koleżanka ze studiów (grana przez Kelly McCormack), a to obywatelski obowiązek stawienia się w sądzie w roli przysięgłej – zawsze jej przypomni o tym, co wydarzyło się w przeszłości. Ważne, by umiała przepracować traumę spowodowaną przez Złą Rzecz, choćby przez rozmowę z przypadkowo poznanym mężczyzną (John Carroll Lynch) czy obrócenie czegoś w żart.

Recenzja filmu Sorry, Baby; reż. Eva Victor; Francja — Hiszpania — USA 2025; 104 minuty