Porządkowanie spraw
Sowell Bay, fikcyjne nadmorskie miasteczko w stanie Waszyngton. Wprawdzie mieszkająca tu Tova Sullivan (Sally Field) mogłaby śmiało przejść na emeryturę – wszak jest już po siedemdziesiątce – ale ani jej się śni rezygnować ze stanowiska sprzątaczki w lokalnym oceanarium, tym bardziej że na nocnych zmianach zapomina o bożym świecie oraz o codziennych troskach i zmartwieniach. Tych, rzecz jasna, przysporzył jej los. Nie dość, że straciła syna, gdy ten miał przed sobą całą przyszłość – niewykluczone, że świetlaną – to jeszcze od jakiegoś czasu jest wdową przygotowującą się do sprzedaży domu i przeprowadzki do ośrodka dla seniorów.
Do pracy chodzi zatem z jako takim entuzjazmem. Jedna sprawa to to, że Tova naprawdę lubi porządek, a na brak roboty – zwłaszcza po przetoczeniu się przez budynek wycieczek szkolnych – nie może narzekać. Druga zaś kwestia to fakt, iż w akwarium egzystuje jej powiernik, a mianowicie Marcellus, czyli… ośmiornica olbrzymia (przemawiająca – jak na narratora przystało – ponad kadrem, w dodatku głosem Alfreda Moliny). Głowonóg słucha snutych przez panią Sullivan opowieści i, jakkolwiek to zabrzmi, odnajduje w niej bratnią duszę. Marcellus też – podobnie jak kobieta – został wyrwany z błogiego spokoju, w związku z czym tęskni teraz za ciszą. I Tova, i zwierzę kierują swe myśli ku Pacyfikowi. Ona wie, że na jego dnie spoczywa ciało jej dziecka. Marcellus natomiast chciałby doń wrócić.
Sytuacja wywraca się do góry nogami, gdy do Sowell Bay przyjeżdża Cameron Cassmore (Lewis Pullman; znany między innymi z komedii kryminalnej „Riff Raff. Zabójcza rodzina” Dito Montiela z 2024 roku), prowadzący włóczęgowski tryb życia członek zespołu muzycznego o absurdalnej nazwie Ćma-Parówa, który trafia do mieściny, by wyegzekwować alimenty od nigdy niepoznanego ojca. Gdy jego odziedziczona po zmarłej matce furgonetka ulega awarii, a – na domiar złego – Tova odnosi kontuzję kostki, młodzian postanawia zahaczyć się w oceanarium jako sprzątacz. To nic, że z czystością mu nie po drodze. Koniec końców dwoi się i troi, by sprostać oczekiwaniom, a to zbliża go zarówno do pani Sullivan, która zaczyna traktować widzieć w nim swojego syna, jak i do Marcellusa.

Wziąwszy na warsztat szalenie popularną książkę Delii Owens, na podstawie której powstał utwór „Gdzie śpiewają raki” (2022), Olivia Newman, reżyserka mająca uprzednio na koncie „Pierwszą walkę” (2018), dała się poznać szerokiej publiczności jako kompetentna i biegle operująca językiem filmu twórczyni. Nic zatem dziwnego, że to jej powierzono ekranizację kolejnego bestsellera – tym razem pióra Shelby Van Pelt – który ukazał się na rynku w 2022 roku i od tego czasu wciąż znakomicie się sprzedaje. Obraz „Niezwykle szlachetne stworzenia” (2026), bo o nim mowa, znowu zrealizowany jest zręcznie i z poszanowaniem rzemiosła, ale – w przeciwieństwie do poprzedniego tytułu – to dzieło unikające rozwiązań skrajnie kuriozalnych i do bólu konwencjonalnych.
„Niezwykle szlachetne stworzenia” to kino, w którym w idealnych (lub prawie idealnych) proporcjach łączą się ciepło, poczucie humoru oraz rozrzewnienie. Jasne, chwilami całość bywa cukierkowa, ale Newman dokłada wszelkich starań, by nie przekraczać granicy dobrego smaku, w czym skądinąd pomagają jej grający główne role Sally Field i Lewis Pullman, którzy z wdziękiem wcielają się w dwie zranione dusze poszukujące przyjaźni. Międzypokoleniowa więź, jaka rodzi się pomiędzy Tovą a Cameronem, jest oczywiście urocza, choć początkowo nic nie wskazuje na to, że protagoniści zdołają się ze sobą dogadać. Wydawać by się mogło, że zbyt wiele ich dzieli, by byli w stanie nadawać na tych samych falach, ale znajomość konwencji, starej zresztą jak X muza, pozwala przewidzieć finał tej historii. Oto bowiem klasyczny przykład niedopasowanej pary, która ostatecznie buduje relację tak głęboką, że nie istnieje żadna siła – no, z wyjątkiem śmierci – zdolna ich rozdzielić.
Tova i Cameron, jak na osoby parające się sprzątaniem przystało, porządkują nie tylko przestrzeń oceanarium, ale i – a raczej przede wszystkim – swoje życia. Dzięki pracy włożonej w komunikację (bo i o tym w znacznej mierze jest ten film) odnajdują wreszcie spokój, za którym tak tęsknili. Widz dowiaduje się tego za pośrednictwem słów wypowiadanych przez Marcellusa, którego misja połączenia Tovy i Camerona jest równie ciekawa, co uwagi czynione przez ośmiornicę na temat gatunku ludzkiego.
„Niezwykle szlachetne stworzenia” to obraz, który rozgrzewa odbiorcę od środka.



