Zabawy z bronią
Czterdziesta pierwsza edycja festiwalu Sundance zakończyła się zwycięstwem „Atropii” (2025), reżyserskiego debiutu amerykańskiej aktorki i modelki Hailey Gates. Werdykt jury stanowił niemałe zaskoczenie, zwłaszcza że film pokonał zarówno „Sorry, Baby” (reż. Eva Victor, 2025), jak i nagrodzonych przez widownię „Rozdzielonych” (reż. James Sweeney, 2025). Publikowane za oceanem recenzje były, mówiąc oględnie, mieszane. Utwór został ponadto odrzucony najpierw przez uczestników imprezy, a następnie przez szeroką publiczność w USA.
Trudno się z tymi opiniami nie zgodzić. Po przekształceniu czegoś, co miało być pierwotnie dokumentem, w kino fikcjonalne, dzieło Gates jawi się jako pretensjonalna mieszanka satyry na program militarny Stanów Zjednoczonych oraz kuriozalnego nieco romansu, na którą nie warto marnować jakże cennego czasu.
Tytułowa Atropia to lokalizacja fikcyjna, zbudowana gdzieś na terenie południowej Kalifornii. To tam, do sztucznie wykreowanej wioski do złudzenia przypominającej osadę w Iraku, ściągają jankescy chłopcy oraz żołnierze sojuszniczych armii, którzy biorą udział w ogłoszonej przez administrację George’a W. Busha wojnie z terroryzmem. Nim wyruszą na Bliski Wschód, trenują w bezpiecznych warunkach, które budzą skojarzenie z grą komputerową, ale przeniesioną do empirycznie odbieranej rzeczywistości.

Jednym z takich wojaków jest Abu Dice (Callum Turner; znany między innymi z „Ósemki ze sternikiem” George’a Clooneya z 2023 roku), który przygotowuje się do wylotu na kolejną misję. Mężczyzna wnet wpada w oko Fayruz (Alia Shawkat), aktorce wcielającej się w mieszkankę Atropii. Kobieta traktuje swoją pracę nad wyraz poważnie, do tego samego zachęcając zresztą koleżanki i kolegów po fachu. Nic dziwnego – marzy jej się bowiem kariera w Hollywood, a rolę odgrywaną w symulacji traktuje jako niekończący się w zasadzie casting (gdy szefostwo ogłasza, że Atropię odwiedzi pewna znana gwiazda z Fabryki Snów, Fayruz dokłada wszelkich starań, by dać się zauważyć gościowi).
To w zasadzie tyle, jeśli chodzi o anegdotę filmu zrealizowanego przez Gates. Pomysł jest ciekawy, tym bardziej że takie miejsca faktycznie w USA istnieją (jak wynika z planszy zamykającej obraz, od 2022 roku, a więc od inwazji Władimira Putina na Ukrainę, jednostki tego typu skupiają się na szkoleniu kadetów przygotowujących się do ewentualnego starcia z Rosją). Niektóre aspekty wyciągane przez reżyserkę są naprawdę interesujące. Całość otwiera motto zaczerpnięte z Ambrose’a Bierce’a, dziennikarza, nowelisty i – co ważne – satyryka, który stwierdził, że „wojna to wybrana przez Boga metoda nauczania Amerykanów geografii”. W oparciu o to szalenie trafne zdanie Gates kreśli resztę opowieści, przekonując, że konflikty zbrojne to w USA biznes nad biznesy, a przy tym rozrywka tworzona ku uciesze milionów obywateli (pieczę nad Atropią sprawują zachowujący się jak jurorzy w jakimś programie telewizyjnym bohaterowie interpretowani przez Chloë Sevigny i Tima Heideckera).
To oczywiście prawda, o czym świadczą skądinąd wydarzenia najaktualniejsze, czyli wywołana przez Donalda Trumpa i Benjamin Netanyahu zawierucha wokół Iranu i cieśniny Ormuz, ale nie ma w tym spostrzeżeniu nic odkrywczego. Gates pakuje w opowiadaną przez siebie historię mnóstwo materiału, ale ta obfitość nigdy nie przekłada się na satysfakcjonujące kino. Elementy parodystyczne szybko zostają wyparte przez relację pomiędzy Fayruz a Abu Dice’em, której brakuje głębi. Koniec końców „Atropia” jest niczym uboga krewna „Truman Show” (reż. Peter Weir, 1998), która najprawdopodobniej lepiej sprawdziłaby się jako dokument przybliżający kulisy funkcjonowania takich osad. Nic, tylko czekać na taki film.



