Samotność długodystansowczyni
Urodzona w 1951 roku, a zatem siedemdziesięciopięcioletnia dziś Margo Martindale ma na koncie prawie półtorej setki występów przed kamerą. Znana jest między innymi z seriali „Justified: Bez przebaczenia” (2010-2015) i „Zawód: Amerykanin” (2013-2018) oraz filmów takich jak „Za wszelką cenę” (reż. Clint Eastwood, 2004), „Idź twardo: historia Deweya Coxa” (reż. Jake Kasdan, 2007), „Sierpień w hrabstwie Osage” (reż. John Wells, 2013) czy recenzowany tu „Wujek Frank” (reż. Alan Ball, 2020). Cechująca ją charyzma – na którą składają się jakże różne od siebie pierwiastki, a więc bezwzględna siła i nieoczywiste ciepło – sprawia, że nie sposób nie zauważyć jej na ekranie, i to pomimo tego, iż grywa zwykle postaci peryferyjne, unikając przy tym wykonywania aż nadto dramatycznych gestów.
Teraz, blisko cztery dekady od chwili rozpoczęcia kariery, Martindale wciela się wreszcie w bohaterkę pierwszoplanową. Otrzymawszy szansę na rozwinięcie skrzydeł od debiutującego w kinie pełnospektaklowym Davida Drake’a, będącego po czterdziestce artysty-samouka, w szczególności fotografa, ale i autora pięciu krótkometrażówek, aktorka tworzy kreację najwyższej próby w utworze pod tytułem „Daleka droga” (2026).
Carol Jane Montague lub po prostu CJ (w tej roli Martindale właśnie) jest doświadczoną kierowczynią ciężarówki. Ma swój samochód, a ponadto prowadzi własną firmę transportową, ale epoka, w której te dwa komponenty pozwalałyby na niezależność, dawno już niestety minęły. Teraz, chcąc utrzymać się na rynku, kobieta musi zabiegać o zewnętrzne zamówienia, a o to – w zdominowanej przez mężczyzn branży – wcale nie tak łatwo. Jakby tego było mało, idzie nowe. Carol Jane czuje na karku oddech młodszego pokolenia, reprezentowanego tu przez Juniora Purvisa (Cole Sprouse), który ma zupełnie inny pomysł na prowadzenie biznesu – zakładający, a jakżeby inaczej, zaprzęgnięcie doń mediów społecznościowych – niż jego ojciec Judd (Kevin Wiggins), dotychczasowy zleceniodawca pani Montague.
Nic dziwnego, że CJ dokłada wszelkich starań, by odciąć się od ludzi. Owszem, ma przyjaciela, z którym raz po raz się spotyka – to Andy Pacholik (Stephen Root z „Dla Leslie” Michaela Morrisa z 2022 roku) – a poza tym rozmawia z niejakim Buckiem (głos Wesa Studiego z „Piosenki o miłości” Maxa Walkera-Silvermana z 2022 roku) przez CB radio, ale nade wszystko woli być w trasie, z dala od domu, który kojarzy jej się z tragedią.

Tak się bowiem składa, że Carol Jane, choć łaknie kontaktu, o czym świadczą sekwencje z udziałem zgarniętej z parkingu Aracelli (Yalitza Aparicio), to wybiera samotność, żeby nie musieć pamiętać o bolesnej przeszłości. Jest w ciągłym ruchu, niczym błądzący łach z songu Boba Dylana, ponieważ tylko tak daje radę oderwać się od traumy, nigdy skądinąd nieprzepracowanej. Otrzymany przez nią list, z którego wynika, że człowiek odpowiedzialny za śmierć jej córki, czyli niejaki Wayne Lemahieu (Jefferson White z „God’s Country” Juliana Higginsa z 2022 roku), dostaje możliwość ubiegania się o przedterminowe zwolnienie warunkowe, przyczynia się do tego, że CJ jeszcze bardziej zatraca się w harówie. Wsiada do tira i rusza przed siebie. Problem w tym, że uciekając od tak dawna, nie ma już dokąd się udać.
Drake doskonale wie, co robi, stawiając swoją protagonistkę w takiej, a nie innej sytuacji, zaś widza zmuszając do obserwowania losów kobiety, która wjeżdża w ślepą uliczkę. Reżyser zręcznie kontrastuje ze sobą kondycję bohaterki, zapędzonej w kozi róg, niemogącej mknąć dalej, oraz niemal niekończące się sieci amerykańskich autostrad, otoczone przez ciągnące się aż po horyzont krajobrazy południowo-zachodnich Stanów Zjednoczonych. Twórca subtelnie, acz stanowczo kreuje przekaz o żałobie i bezsilności w poszukiwaniu ukojenia.
Film Drake’a to, rzecz jasna, studium psychologiczne, z jednej strony mało oryginalne, bo nieodbiegające od innych obrazów poruszających podobną tematykę – pobrzmiewają tu echa takich dzieł jak „Paryż, Teksas” (reż. Wim Wenders, 1984), „Dzika droga” (reż. Jean-Marc Vallée, 2014) czy „Nomadland” (reż. Chloé Zhao, 2020) – a z drugiej, zwłaszcza dzięki centralnemu popisowi Martindale, pełne paradoksalnej czułości (wszak sama CJ bywa szorstka). Scenariusz, za który zresztą też odpowiada Drake, jest inteligentny, niedający – przynajmniej nie od razu – klarownych odpowiedzi i oferujący mocny finał, który rozgrywa się na sali sądowej. Szkoda więc, że reżyser nie potrafi utrzymać tempa snutej przez siebie anegdoty – w pewnym momencie całość najzwyczajniej zaczyna nużyć – a przy okazji ma kłopot z dialogami. Zdecydowanie ciekawiej wypadają te partie, które opierają się nie na słowie, a na spojrzeniach i gestach. Tak czy siak, abstrahując od niedociągnięć, które debiutantowi można wybaczyć, przyznać trzeba, że „Daleka droga” to dość niezła opowieść o walce z demonami dnia wczorajszego i wypatrywaniu lepszego jutra. Im więcej przebytych mil, tym bliżej osiągnięcia celu.



