Po drugiej stronie lustra
Gdy w 1927 roku ukazało się w Polsce drugie wydanie bodaj najbardziej znanej powieści Lewisa Carrolla – w zamówionym przez przedsiębiorstwo Gebethnera i Wolffa tłumaczeniu Marii Morawskiej – „Kurier Poranny” podsumował tę edycję chyba najlepiej, jak tylko się dało: „Humor, werwa i paradoksalność w opisach przygód małej Ali w krainie dziwów i niezwykłości decydują o wielkim powodzeniu tego klasycznego utworu angielskiej literatury fantastycznej dla młodzieży”. Biorąc pod uwagę tę charakterystykę, nie powinno bynajmniej zdumiewać, że materiałem źródłowym zainteresowała się – i nadal interesuje – X muza.
Po raz pierwszy datowaną na rok 1865 prozę Carrolla przenieśli na ekran Brytyjczycy Cecil M. Hepworth oraz Percy Stow (było to w 1903 roku, a więc niespełna dekadę od zaprezentowania kinematografu przez Lumière’ów, zaś w tytułową dziewczynkę w tej nieco ponad ośmiominutowej krótkometrażówce wcieliła się niejaka May Clark). W 1910 roku kolejnej adaptacji – wciąż jednorolkowej, ale tym razem amerykańskiej – dokonał pracujący dla wytwórni Thomasa Edisona Edwin S. Porter, a jego Alicję zagrała Gladys Hulette. Pięć lat później, w 1915 roku – także w USA – niemal godzinny obraz z Violą Savoy zainscenizował W. W. Young. W 1931 roku powstała natomiast najwcześniejsza mówiona wersja omawianej opowieści, niskobudżetowa (zrealizowana przez Metropolitan Studios z tak zwanego Sektora Biedy), w reżyserii Buda Pollarda i z Ruth Gilbert w roli głównej.
W 1932 roku celebracja setnych urodzin Carrolla spowodowała prawdziwy boom na wykreowaną przezeń heroinę (dla przykładu: Stany Zjednoczone odwiedziła wówczas osiemdziesięcioletnia i będąca pierwowzorem bohaterki Alice Liddell). Sprzyjającą koniunkturę postanowili wykorzystać Mary Pickford i Walt Disney, którzy zamierzali oprzeć przedsięwzięcie na połączeniu filmu żywego planu z animacją, ale nie spełniwszy podstawowych wymogów formalnych, musieli odpuścić (ostatecznie Disney dopiął swego – w 1951 roku Clyde Geronimi, Hamilton Luske oraz Wilfred Jackson zrobili dla niego rysunkową wersję historii). Porzucony temat podjęło towarzystwo Paramount Pictures, które – zabezpieczywszy uprzednio prawa do książki Carrolla – rozpoczęło kręcenie „Alicji w Krainie Czarów” (1933).
Najważniejsze stanowisko na planie zaoferowano Normanowi Z. McLeodowi, wtedy świeżo po „Małpim interesie” (1931) i „Końskich piórach” (1932) z braćmi Marx. Napisanie scenariusza zlecono Josephowi L. Mankiewiczowi oraz Williamowi Cameronowi Menziesowi (co ciekawe, choć ten ostatni był topowym hollywoodzkim magikiem parającym się efektami specjalnymi, to do wykonania zdjęć trikowych – skądinąd świetnych – zatrudniono nie jego, a Gordona Jenningsa i Farciota Edouarta). Spośród siedmiu tysięcy kandydatek wybrano odtwórczynię centralnej postaci – została nią dziewiętnastoletnia Charlotte Henry. To jednak nie ona miała przyciągnąć publiczność do kin, a towarzyszące jej przed kamerą – zwykle w epizodach – gwiazdy, których liczebności nie powstydziłoby się przodujące pod tym względem studio MGM. Sęk w tym, że poza kilkoma wyjątkami trudno te indywidualności rozpoznać, bo ukryto je albo pod grubą warstwą makijażu, albo pod osobliwymi maskami i kostiumami zaprojektowanymi przez Newta Jonesa i Wally’ego Westmore’a (szczęście mieli ci oglądający, którzy zetknęli się wcześniej z głosami aktorów i byli w stanie przypasować je do konkretnych twarzy). Niewykluczone, że ta, a nie inna decyzja szefostwa Paramountu przyczyniła się do tego, że kosztowne wszak dzieło okazało się finansową klapą.
Szczegółowe streszczanie obrazu McLeoda – takie jak w przypadku pozostałych filmów omawianych w cyklu {Kino pokryte pyłem} – mija się z celem, zwłaszcza że ocierająca się o czysty nonsens całość czerpie zarówno z wątków fabularnych obecnych w „Alicji w Krainie Czarów”, jak i jej kontynuacji z 1871 roku, czyli „Po drugiej stronie lustra” (w Polsce opublikowanej w roku 1936 nakładem Wydawnictwa Przeworskiego pod tytułem „W zwierciadlanym domu” i w przekładzie Janiny Zawiszy-Krasuckiej). W zaproponowanej przez Paramount wizji główna bohaterka (Henry), znudzona codziennością XIX-wiecznej Anglii, przenosi się do równoległego świata, w której dzieją się cuda nie z tej ziemi, a ona – wskoczywszy do nory za Białym Królikiem (Richard „Skeets” Gallagher) – rośnie i kurczy się na przemian oraz poznaje figury takie jak Gąsienica (Ned Sparks), Kot z Cheshire (Richard Arlen), Kapelusznik (Edward Everett Horton), Marcowy Zając (Charles Ruggles), Królowa Kier (May Robson), Księżna (Alison Skipworth) czy Humpty Dumpty (W. C. Fields), uczestnicząc przy tym w na wskroś surrealistycznych wydarzeniach. To, że to wszystko jest snem, McLeod sugeruje już w swoistym prologu, a swą opowieść kończy sceną wyrwania Alicji z objęć Morfeusza.
Ten bardzo interesujący formalnie spektakl, jako się rzekło, fatalnie poradził sobie w kasach biletowych. Nie pomogło mu zresztą mieszana recepcja za oceanem. Co innego w Polsce, gdzie grano go w międzywojniu jako „Alę w Krainie Czarów”. Korespondent „Kina, Tygodnika Ilustrowanego” z radością witał obraz, wychwalając „umiejętne wykorzystanie najfantastyczniejszych pomysłów”, dobry montaż, „«bajkowe» tempo”, „wspaniałą stronę dekoracyjną” oraz „nadzwyczajną technikę zdjęć”. Swą recenzję kończył następująco: „W sumie – film doskonały”.

Alicja w Krainie Czarów (1933)
Alice in Wonderland
PARAMOUNT PICTURES ● Reżyseria: Norman Z. McLeod ● Scenariusz: Joseph L. Mankiewicz i William Cameron Menzies ● Wykonawcy: Charlotte Henry, Richard Arlen, Roscoe Ates, William Austin, Gary Cooper, Leon Errol, Louise Fazenda, W. C. Fields, Richard „Skeets” Gallagher, Cary Grant, Raymond Hatton, Sterling Holloway, Edward Everett Horton, Roscoe Karns, Baby LeRoy, Mae Marsh, Polly Moran, Jack Oakie, Edna May Oliver, May Robson, Charles Ruggles, Alison Skipworth, Ned Sparks i Ford Sterling.
📅 22 grudnia 1933 roku ● 77 minut



