Imponujący debiut reżyserski noszący znamiona traumedii: o rzeczach złych i bolesnych mówiący w sposób subtelny i humorystyczny, nigdy niepopadający w przesadę oraz nieepatujący cierpieniem.
Recenzje
Kolejna dość przeciętna klechda o Dzikim Zachodzie, wprawdzie kompetentnie zrealizowana, ale z automatu przyćmiona przez tragiczne wydarzenia, do jakich doszło na planie zdjęciowym.
Zrealizowany w całości przy użyciu iPhone’a thriller szpiegowski, wizualnie na poły amatorski, fabularnie zaś – do bólu banalny i emocjonalnie nieangażujący.
Dość pospolita i kierowana do nie wiadomo kogo historia miłosna, której akcja rozgrywa się w ciągu czterech dni na przestrzeni różnych pór roku.
Wymykająca się schematom i klasyfikacjom, a do tego oparta na obfitującym w szczegóły scenariuszu historia kobiecej emancypacji w Ameryce lat pięćdziesiątych.
Zanurzona w kryminalnej konwencji, lecz niestety niemal całkowicie wyzuta z napięcia opowieść o nieznającym granic matczynym oddaniu.
Cicha i intymna opowieść o zawodowym ujeżdżaczu koni, w której rodeo jawi się jako zgrabna metafora zmagań jednostki z przeciwnościami losu.
Przyzwoicie zrealizowany debiut reżyserski o zderzeniu przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, dla których tło stanowią Hollywood i branżowe problemy.
Przez żołądek do serca, czyli wywołujące dobre samopoczucie kino o mierzeniu się z przeciwnościami oraz o miłości do tradycji, gotowania i karmienia ludzi.
Okrutnie przeciętny film łączący elementy komedii familijnej z kinem gangsterskim, naszpikowany zarówno gwiazdami, jak i banałem.
Nieszczególnie interesujące kino o artystce zmuszanej do nieustannego dokonywania wyboru pomiędzy pokarmem dla ducha a chlebem powszednim.
Ani zabawne, ani urocze, a po prostu męczące kino o toksycznej przyjaźni, którego punkt wyjścia jest tak absurdalny, że zaburza cały seans.
