Z deszczu pod rynnę
Pomysł na listę: filmy, w których Maika Monroe wciela się w postać wychodzącą z więzienia i próbującą ułożyć sobie życie na nowo. Są przynajmniej dwa takie utwory, a może wkrótce ktoś nakręci kolejny, bo, jak widać, istnieje popyt na tego typu kino. Jest „Reminders of Him. Cząstka Ciebie, którą znam” (reż. Vanessa Caswill, 2026), czyli oparta na prozie Colleen Hoover, a przez to na wskroś oklepana i nieumiejętnie grająca na emocjach opowieść o matce pragnącej poznać swoją urodzoną za kratkami córkę. Jest też „In Cold Light” (2025), a zatem anglojęzyczny debiut Maxime’a Giroux, francusko-kanadyjskiego reżysera, którego bodaj najbardziej znanym tytułem pozostaje dramat „Feliks i Meira” (2014), historia skupiona wokół ortodoksyjnych Żydów z Montrealu próbujących ustalić swoją tożsamość.
O ile ten pierwszy jest jeszcze jako tako udany, o tyle drugi to już festiwal niekompetencji – zarówno reżyserskiej, jak i scenariopisarskiej (za skrypt odpowiada Patrick Whistler, który na koncie ma szereg nic nieznaczących średniaków) – oraz wątków przetworzonych przez X muzę na wszelkie możliwe sposoby. Dzieł takich jak to są setki, jeśli nie tysiące. Zmieniają się twarze przed kamerą, miejsce i czas akcji, ale wszystko inne, na czele z rozwojem anegdoty, nie ulega żadnym przekształceniom. Wystarczy zapoznać się z kilkoma produktami wpisującymi się w konwencję, by znać całą resztę. Jasne, raz po raz czas pojawi się w nich nieprzewidziany zwrot akcji, który wywoła co nieco szoku (i, żeby nie było, serwuje go także Giroux), ale w większości przypadków na próżno szukać w tych obrazach oryginalności.
Po odbyciu dwuletniej odsiadki za handel narkotykami Ava Bly (wspomniana Monroe, która ponownie rozmienia się na drobne) wychodzi z ciupy. Niewykluczone, że chciałaby odciąć się od przeszłości, ale to nie takie proste – Tom (Jesse Irving), jej brat bliźniak, nadal para się sprzedażą silnie uzależniających opioidów. Avę ciągnie do półświatka, zwłaszcza że jest przekonana, iż ktoś ją wcześniej wystawił. Zależy jej na tym, by ustalić dane osoby, która posłała ją do zakładu karnego.
Sęk w tym, że i to nie należy do najłatwiejszych zadań. Los ma bowiem wobec młodej kobiety zgoła odmienne plany. W trakcie, zdawać by się mogło, rutynowej kontroli policyjnej sprawy przyjmują tak katastrofalny obrót, że Ava musi uciekać. Przed gliniarzami, przed gangsterami, przed samą sobą. Schronienia szuka u ojca Willa (Troy Kotsur; zdobywca Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego za udział w recenzowanym tu filmie „CODA” Siân Heder z 2021 roku), niegdysiejszej gwiazdy rodeo, ale w rodzinnym domu resentymenty wciąż są żywe, co oznacza tyle mniej więcej, iż prawdopodobieństwo pojednania graniczy z cudem.

W „In Cold Light” Giroux niewiele ma widzowi do zaoferowania, a to, co mu daje, to bezczelna zrzynka z tego, co premierę miało znacznie wcześniej. Skoro już fabuła ociera się o zerżniętą z generatora, a stawka jest właściwie żadna, to pewnie wypadałoby zainwestować trochę energii w warstwę wizualną. Tak się niestety składa, że również formalnie projekt Giroux wygląda jak kopia (vide: „Drive” Nicolasa Windinga Refna z 2011 roku?). Jeśli dorzucić do tego mnóstwo przemocy, to przekształca się to w szalenie wtórną kompozycję, nad którą absolutnie nie warto się pochylać (nie ma znaczenia stosunkowo krótki, bo nieprzekraczający stu minut metraż).
Szkoda w szczególności tego, że reżyser nie wykorzystuje potencjału drzemiącego w relacji Avy z Willem. Najciekawsza scena filmu to ta, w której dochodzi pomiędzy nimi do konfrontacji. Ponieważ on jest głuchy, bohaterowie komunikują się językiem migowym. Jako że rozmawiają ze sobą w pobliżu lampy z czujnikiem ruchu, to ta co chwilę gaśnie, a oni, by widzieć się nawzajem, muszą wykonać dodatkowy gest ciałem. To jedyny moment, w którym są jakiekolwiek emocje, w czym spora zasługa odtwórców ról córki i taty. Chociaż tyle dobrego.



