Na żółtej, ceglanej drodze

„Mam wrażenie, że nie jesteśmy już w Kansas” – mówi w pewnym momencie Gail Daughtry (Zoey Deutch; jedna z najbardziej zapracowanych obecnie aktorek w Hollywood, znana między innymi z recenzowanej tu „Skrytki” Grahama Moore’a z 2022 roku), rozwiewając tym samym wszelkie wątpliwości. Tak, najnowsze dzieło Davida Waina, twórcy takich komedii jak „Wet Hot American Summer” (2001), „Wyrolowani” (2008) czy „Doszli razem” (2014) – wszystkich z Paulem Ruddem w obsadzie (ot, takie tam mrugnięcie okiem do widza) – nawiązuje do klasyka nad klasykami, czyli „Czarnoksiężnika z Oz” (reż. Victor Fleming, 1939).

Nie oznacza to bynajmniej, że już wcześniej nie było znaków (vide: imię bohaterki wymawia się tak samo jak nazwisko granej przez Judy Garland Dorotki – Dorotki Gale – chodzi ona w czerwonych butach, a jej najlepszy przyjaciel – w tej roli Miles Gutierrez-Riley – to Otto, co jest anagramem od Toto, psiaka należącego do dwunastolatki z kart powieści L. Franka Bauma), lecz dopiero wraz z tymi słowami sprawa staje się jasna jak słońce. Co to oznacza? Czy fakt, że film A powstał z inspiracji filmem B, czyni go automatycznie filmem lepszym? Oczywiście, że nie, a „Gail Daughtry i przepustka na seks z gwiazdą” (2026), utwór pokazywany premierowo na festiwalu Sundance, jest tego doskonałym przykładem.

Gail, fryzjerka z Willowbrook, a zatem – jak informuje absolutnie nieśmieszny listonosz-narrator Frank (Fred Melamed z „Umowy na zawsze” Nikole Beckwith z 2021 roku) – „najmniejszego miasteczka, ale za to z największym sercem, jakie leży w samiuteńkim centrum Kansas”, wychodzi za mąż. Do jej ślubu z Tomem (Michael Cassidy) pozostały dwa tygodnie, w trakcie których – jak łatwo się domyślić – sporo może się wydarzyć. I rzeczywiście sporo się dzieje.

W trakcie niewinnej na pozór rozmowy zakochani dzielą się ze sobą, z kim z rozpoznawalnych osób poszliby do łóżka, gdyby tylko nadarzyła się taka okazja. Ona z Jonem Hammem, on – z Tildą Swinton. Co ciekawe, w jego przypadku fantazja z pogranicza wygłupu (lub wygłup z pogranicza fantazji) urealnia się szybciej, niż ktokolwiek – a zwłaszcza ona – mógłby zakładać. Wprawdzie mężczyzna ląduje w objęciach nie swojej ulubienicy, a Jennifer Aniston (wcielająca się w samą siebie Aniston właśnie), ale to ten typ faceta, dla którego lepszy rydz niż nic. Nakryty na zdradzie Tom bagatelizuje swoje zachowanie, a zdruzgotana Gail – choć wcale nie tak zdruzgotana jak zakładałyby okoliczności – postanawia wyjechać do Los Angeles.

Przeniósłszy się do Miasta Aniołów – nie za sprawą tornado, a na pokładzie samolotu – wkracza na żółtą, ceglaną drogę, na końcu której ma na nią czekać wspomniany już Jon Hamm (interpretowany przez Hamma, znanego z „Sekretnego gabinetu” Joachima Backa z 2022 roku). Cel: przespać się z twarzą serialu „Mad Men” (2007-2015), by zemścić się w ten sposób na narzeczonym. W przygodzie, jak na historię spod znaku fantastycznej krainy Oz przystało, towarzyszą jej – poza Ottonem – Caleb (Ben Wang), Vincent (Ken Marino) oraz… John Slattery (John Slattery; prywatnie przyjaciel Hamma, a także twórca „Kto zabił Maggie Moore?” z 2023 roku), czyli swoiste wariacje na temat Stracha na Wróble, Blaszanego Drwala i Tchórzliwego Lwa.

„Gail Daughtry i przepustka na seks z gwiazdą” nie jest filmem zrobionym na poważnie. Waina nie interesuje szeroko pojęta psychologia kreślonych przezeń postaci. To nie kino zaangażowane czy próbujące dokonać wiwisekcji jakiegoś zjawiska społecznego. Dla reżysera anegdota i zachowania bohaterów są li tylko pretekstem do robienia komedii: absurdalnej, nieco zwariowanej i biorącej świat przedstawiony w jeden wielki cudzysłów. Nie byłoby w tym nic złego, bo przecież dobry żart tynfa wart, a śmiech to zdrowie, gdyby nie to, że całość wypada dość nijako. To po prostu przeciętny utwór, którego nie są w stanie uratować ani tradycyjnie czarująca Zoey Deutch, ani tak zgrany duet jak Hamm i Slattery. Słowne dowcipasy, zwykle wulgarne, i wizualne gagi, najczęściej oparte na kreskówkowej przemocy, są zwyczajnie nieudane (tym, co na poziomie formalnym zasługuje na pochwałę, jest to, że zdjęcia realizowano w prawdziwych lokacjach, na przykład na Hollywood Boulevard i przed słynnym Teatrem Chińskim Graumana).

Jeśli do tego wszystkiego dodać kuriozalny i niepotrzebny wątek kryminalny – skupiony wokół tajemniczej walizki należącej do Ludoviki (Sabrina Impacciatore), a zgubionej przez Sergio (Joe Lo Truglio) i Niccolo (Mather Zickel) – komedia „Gail Daughtry i przepustka na seks z gwiazdą” staje się jeszcze gorsza. Szkoda, zwłaszcza że – jako się rzekło – Deutch przeżywa fenomenalny okres w swojej karierze, o czym świadczą jej występy w „Nowej Fali” (2025) Richarda Linklatera, „Nowoczesnych związkach” (2025) Chada Hartigana oraz „Wiadomościach dla Isabelle” (2026) Leah McKendrick. I ją, i resztę ekipy stać zdecydowanie na więcej. Tymczasem, gdzieś na końcu tęczy, wieje nudą.

Recenzja filmu Gail Daughtry i przepustka na seks z gwiazdą (Gail Daughtry and the Celebrity Sex Pass); reż. David Wain; USA 2026; 93 minuty