Złe decyzje

„Miłego dnia i dobrych decyzji” – mówi Megan (Kaya Scodelario), główna bohaterka filmu „Dorosłość” (2025) Alexa Wintera. Odwiózłszy dzieci do szkoły, żegna się z nimi i daje im tę jakże cenną radę, może nie tyle na daleką przyszłość, co po prostu na najbliższe godziny. Problem polega na tym, że odkąd kobieta wypowiada te słowa, to sama nie podejmuje ani jednej „dobrej decyzji”. Mało tego, wpadłszy w spiralę przemocy i występku, która nieustannie się rozkręca, nie potrafi się z niej wyrwać.

Powodem takiego stanu rzeczy jest – by nie owijać w bawełnę – trup w szafie, a właściwie w ścianie. Nie chodzi tu bynajmniej o żaden frazeologizm, a o najprawdziwsze w świecie zwłoki, które Meg i jej brat Noah (Josh Gad) znajdują w piwnicy swoich rodziców. Jako że charakterystyczny sweter, w jaki opatulone są odkryte za płytą gipsowo-kartonową kości, nie zdążył się jeszcze rozłożyć, rodzeństwo w mig identyfikuje ciało. Nieboszczką jest ich sąsiadka, która zaginęła w połowie lat dziewięćdziesiątych, czyli trzy dekady temu.

Żeby dowiedzieć się, o co w tym wszystkim biega, najłatwiej byłoby zażądać wyjaśnień od ojca i matki. Sęk w tym, że on już od dawna nie żyje, a ona – grana przez Ingunn Omholt – trafiła właśnie do szpitala, zaś udar mózgu, jaki przebyła, odebrał jej mowę. Skoro istnieje choćby cień szansy na to, że uda się utrzymać przestępstwo z przeszłości w tajemnicy, Meg i Noah postanawiają pozbyć się denatki. Ponieważ mężczyzna jest scenarzystą w Los Angeles – wprawdzie bezrobotnym, ale jednak – to bierze sprawy w swoje ręce („Napisałem dwa sezony «Zaprzysiężonych», więc wiem, jak myślą gliniarze” – chwali się siostrze).

Czcze gadanie. Nie trzeba długo czekać, aż truchło, które porzucają w sadzawce, wypływa na powierzchnię, a w ich drzwiach zjawia się policja. Na domiar złego Grace (Billie Lourd), czyli wynajmowana przez nich opiekunka do osób starszych, zaczyna ich szantażować – grozi, że jeśli nie zapłacą jej 10 tysięcy dolarów, to ujawni prawdę na temat mamuśki. Kiedy Noah wpada w panikę, Meg przejmuje odpowiedzialność za obrót wydarzeń.

Winter, który do tej pory parał się w szczególności kinem dokumentalnym – od „Kwitów z Panamy” (2018) przez „Dzieciaki z showbiznesu” (2020) aż po „Efekt YouTube’a” (2022) – otwiera „Dorosłość” jak czarną komedię. „Cholera, kto mi teraz powie, że marnuję sobie życie?” – pyta Noah, gdy dowiaduje się, że matka straciła zdolność do komunikowania się z otoczeniem. Przez pierwszą połowę seansu autor nie wychodzi z obranej na początku konwencji – i chwała mu za to! – ale wraz z upływem czasu jego film przekształca się w filozoficzną niemal refleksję nad zbrodnią i karą spod znaku Fiodora Dostojewskiego, trochę w stylu „Snu Kasandry” Woody’ego Allena z 2007 roku. Ta niespodziewana zmiana nastroju przyczynia się do tego, że utwór traci na wyjątkowości.

Jasne, Winter nie rezygnuje w pełni z żartobliwego tonu i włączania do anegdoty rozwiązań wprost szalonych (vide: postać kuzyna imieniem Bodie, interpretowana przez Anthony’ego Carrigana), ale nie sposób nie zauważyć, iż im bliżej końca projekcji, tym w większym stopniu całość robi się jakaś taka posągowa, a dowcip ustępuje miejsca wyrzutom sumienia oraz dumaniu nad konsekwencjami czynów zarówno swoich, jak i rodziców. Reżyser stara się pokazać, jak jedna źle podjęta decyzja może rzutować na dalsze losy człowieka, ale snuta przezeń wizja wnet wymyka mu się spod kontroli. Trudno bowiem stwierdzić, czy to, co dzieje się na ekranie, wciąż jest zgrywą, z której należy się śmiać, czy raczej posępną wiwisekcją ludzkiej natury, nad którą trzeba pochylić się ze skupieniem i kamienną niemal twarzą.

Gdzieś na marginesie jest jeszcze próba sportretowania amerykańskich przedmieść – akcja filmu toczy się w Caldwell w stanie New Jersey – które na pozór wydają się idealnym miejscem do pędzenia żywota, ale w istocie przypominają scenerię rodem z horrorów. Nic nowego pod słońcem. Szkoda, że Winter i jego scenarzysta Michael M. B. Galvin odpuszczają sobie czarny humor i skłaniają się ku nieznośnej wręcz powadze. Obierając tę ścieżkę, zaprzepaszczają szansę na kino może i małe, ale za to oryginalne.

Recenzja filmu Dorosłość (Adulthood); reż. Alex Winter; USA 2025; 97 minut