Za, a nawet przeciw

Wprawdzie rekonstruowanie fabuł filmów braci Marx jest nie lada wyzwaniem, ale z kronikarskiego obowiązku, który cechuje cykl {Kino pokryte pyłem}, należy przynajmniej spróbować. Oto, jak się sprawy mają w przypadku „Kaczej zupy” (1933) Leo McCareya.

Niewielka Freedonia zmaga się z ogromnymi problemami finansowymi. Chcąc utrzymać ojczyznę na powierzchni, rząd zwraca się z prośbą o pożyczkę do zamożnej Glorii Teasdale (Margaret Dumont). Wdowa godzi się przekazać 20 milionów dolarów, pod warunkiem że na czele państewka stanie niejaki Rufus T. Firefly (Groucho), który notabene ma chrapkę na jej majątek. Oligarchia co się zowie.

Objąwszy władzę, mężczyzna znieważa jego ekscelencję Trentino (Louis Calhern), ambasadora sąsiedniej Sylvanii. Ten w odwecie planuje poślubić panią Teasdale – tak się bowiem składa, że on również ostrzy sobie zęby na fortunę kobiety – a potem zaanektować Freedonię. By znaleźć brudy na politycznego przeciwnika, Trentino wysyła na przeszpiegi Chicoliniego (Chico) i Pinky’ego (Harpo), których nieudolne działania – w połączeniu z nasilającym się niestosownym zachowaniem Firefly’a – doprowadzają oba kraje na skraj konfrontacji zbrojnej.

Gdy próby załagodzenia konfliktu pełzną na niczym, a nowo zainstalowany przywódca nic sobie nie robi z rad swojego sekretarza Boba Rolanda (Zeppo), wybucha pełnoskalowa wojna, którą koniec końców wygrywa Freedonia.

Bracia Marx, wystąpiwszy w „Orzechach kokosowych” (reż. Robert Florey, Joseph Santley, 1929) i „Sucharkach w kształcie zwierząt” (reż. Victor Heerman, 1930), a oprócz tego w utworach wyreżyserowanych przez Normana Z. McLeoda, czyli w „Małpim interesie” (1931) i „Końskich piórach” (1932), byli na fali wznoszącej, zwłaszcza że ten ostatni obraz należał do najbardziej dochodowych tytułów AD 1932. Nic więc dziwnego, że stojące na skraju bankructwa studio Paramount Pictures postanowiło kuć żelazo, póki gorące, i zleciło nakręcenie następnego filmu z udziałem komików.

Jak się okazało, „Kacza zupa” poniosła zarówno krytyczną, jak i finansową klęskę (czyżby wpływ miał na to – tak pół żartem, pół serio – brak dwóch komponentów, czyli sekwencji harfowej i fortepianowej?), co przyczyniło się do tego, że rodzeństwo zerwało kontrakt z wytwórnią i przeniosło się do MGM („Noc w operze” Sama Wooda z 1935 roku zrealizowano już pod egidą ryczącego lwa i czujnym okiem Irvinga Thalberga).

Abstrahując od chłodnego przyjęcia, jakie farsie McCareya zgotowały Ameryka epoki Wielkiego Kryzysu i Hollywood ery przedkodeksowej, współcześnie nie sposób nie zauważyć, iż „Kacza zupa” jest chyba najjaśniejszym punktem w portfolio braci Marx. To bowiem nie tylko arcydzieło spod znaku anarchii i purnonsensu, pełne absurdalnego humoru – opartego i na wizualnych gagach rodem ze slapsticku (nie bez znaczenia jest fakt, iż McCarey partycypował uprzednio przy szeregu krótkometrażówek z Flipem i Flapem), i na obecnych w warstwie audialnej kalamburach, onomatopejach oraz łamańcach językowych (dialog u Marxów jest – jak przekonuje Jerzy Toeplitz w trzecim tomie „Historii sztuki filmowej” – „podstawowym orężem komediowym”) – czy wywracające świat do góry nogami (albo po prostu, biorąc pod uwagę czasy, w jakich je wydano, portretujące zastaną przez wesołków rzeczywistość w krzywym zwierciadle), lecz także satyra na politykę i wojnę, powstała ponad trzy dekady przed takim klasykiem nurtu jak „Dr Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę” (reż. Stanley Kubrick, 1964).

Jasne, „Kaczą zupę” można uznać za kolejną błazenadę w filmografii braci Marx, ale jako że wyprodukował ją ideologicznie zaangażowany Herman J. Mankiewicz, to warto mieć na względzie, w co widowisko McCareya uderza. Na czele tej listy są oczywiście faszystowskie Włochy Benito Mussoliniego, a tuż pod nimi Trzecia Rzesza Adolfa Hitlera, który zwierzchnictwo nad Niemcami przejął właśnie w 1933 roku. Nie bez znaczenia pozostają też przetasowania w samych Stanach Zjednoczonych, gdzie na prezydenta wybrano Franklina Delano Roosevelta, który miał dwa zadania: pokonać Wielki Kryzys oraz przywrócić obywatelom zaufanie do państwa. „Kacza zupa” jest zatem kpiną z władzy, tak z dyktatury, jak i z demokracji. Odpowiedzią jest może nie tyle anarchia, co niczym nieograniczona wolność jednostek oraz całego społeczeństwa, a to bodaj najpełniej wyraża finałowa bitwa na owoce.

„Kacza zupa” jest dziś pamiętana także ze względu na słynną scenę z lustrem. To nie pierwszy raz, gdy ten typowy dla wodewilu gag pojawił się na ekranie – wcześniej wykorzystywali go między innymi Alice Guy-Blaché (w „His Double” z 1912 roku), Harold Lloyd (w „Biegu maratońskim” z 1919 roku), Max Linder (w „Siedmiu latach nieszczęść” z 1921 roku) czy wreszcie… McCarey (w „Sittin’ Pretty” z 1924 roku z Charleyem Chase’em w roli głównej – ale to dzięki braciom Marx przeszedł do historii X muzy. Mało tego – w odcinku serialu „Kocham Lucy” (1951-1957) powtórzyli go Lucille Ball oraz… sam Harpo.

Kacza zupa (1933)

Duck Soup

PARAMOUNT PICTURES ● Reżyseria: Leo McCarey ● Scenariusz: Bert Kalmar i Harry Ruby ● Wykonawcy: Groucho Marx, Harpo Marx, Chico Marx, Zeppo Marx, Margaret Dumont, Raquel Torres, Louis Calhern, Edmund Breese, Leonid Kinskey, Charles Middleton i Edgar Kennedy.

📅 17 listopada 1933 roku ● 68 minut