Dom pełen słodyczy

Dulcy Parker (Marion Davies), panienka nieco roztrzepana, narzeczona Gordona Smitha (Elliott Nugent), wschodzącej gwiazdy finansjery, chcąc dlań jak najlepiej, organizuje przyjęcie, na które zaprasza osoby mogące w jakiś sposób przyczynić się do rozwoju kariery jej chłopaka. Wśród potencjalnych kontrahentów jest więc Charles Forbes (William Holden; nie mylić z późniejszym laureatem Oscara), gruba ryba przybywająca do posiadłości wraz z rodziną: żoną Eleanor (Julia Faye) i córką Angelą (Sally Starr). Panna Parker chce zeswatać młódkę z Vincentem Leachem (Franklin Pangborn), ekscentrycznym scenarzystą prosto z Hollywood, ale tak się składa, iż kocha się w niej również Bill (Raymond Hackett), brat Dulcy. I choć bohaterce zależy najbardziej na schlebianiu panu Forbesowi, musi jeszcze zabawiać niejakiego Van Dyke’a (Donald Ogden Stewart), entuzjastę golfa, także wystarczająco bogatego, by zainwestować w biznes Gordona, a przy tym na tyle nieuważnego, by flirtować z Eleanor na oczach jej męża. Może cały ten bałagan dałoby się jakoś uprzątnąć, gdyby nie zaliczane przez Dulcy wpadki oraz jej świeżo zatrudniony kamerdyner, były skazaniec.

„Dulcynea” (1930)1 w reżyserii Kinga Vidora to wyjątkowo udana komedia powstała w oparciu o broadwayowski hit z 1921 roku pióra George’a S. Kaufmana i Marca Connelly’ego, dżentelmenów na co dzień zasiadających przy słynnym okrągłym stole w nowojorskim hotelu Algonquin. Już wcześniej, w 1923 roku, za sprawą Sidneya A. Franklina, spektakl przeniesiono na ekran, jednak specyficzny humor autorów wprost czekał na nadejście dźwięku. To wszak opowiastka o kobiecie, która bez opamiętania gada i gada, często od rzeczy, przekręcając utrwalone w języku angielskim idiomy, co z kolei przynosi efekty zgoła inne od zamierzonych – zamiast zjednać sobie gości, Dulcy skutecznie ich do siebie zraża, zwłaszcza pana Forbesa. Należy dodać, że imię bohaterki jest hołdem dla postaci napisanej przez wywodzącego się z tego samego, nobliwego grona humorzystów Franka Pierce’a Adamsa, którego felietony zabarwiała figura Dulcynei, nieco nierozgarniętej, acz czarującej gospodyni domowej (mizoginia, jak się patrzy!).

Tę sceniczną proweniencję bez problemu da się wyczuć i nie jest to bynajmniej zarzut, ponieważ całość zdecydowanie broni się z uwagi na gwiazdy wcielające się w te absurdalne, a momentami wręcz karykaturalne indywidua. Na pierwszy plan, rzecz jasna, wysuwa się sama Davies, która długo obawiała się przejścia z kina niemego do dźwiękowego, gdyż była potworną jąkałą. Tej wady ani trochę tu nie czuć. Można rzec więcej: jej drugi film mówiony – zaraz po „Marianne” (1929) Roberta Z. Leonarda – stanowi pewien prototyp komedii typu screwball, ze zwariowaną, roztrajkotaną i wścibską, a przy tym – jak wszak sugeruje oryginalny tytuł – nie taką głupiutką bohaterką w samym centrum. Nic dziwnego, że w jednej ze scen Bill, którego ona – wbrew jego woli – uporczywie nazywa Willym, mówi, iż doszedł właśnie do następującego wniosku: „Moja siostra z całą pewnością musiała zostać adoptowana”. To rola żywa i pełna słodyczy (!), windująca Davies na wyższy poziom, wspaniale komponująca się z domem wariatów, który wypełniają kolejne postaci odczuwające rozdrażnienie, frustrację lub irytację, gdy obserwują poczynania gospodyni. Wszystko jest tu mistyfikacją, przez co trudno stwierdzić, czy ktokolwiek jest tym, za kogo się podaje.

„Dulcynea” fatalnie poradziła sobie w kasach kinowych, przynosząc straty zarówno założonej przez Williama Randolpha Hearsta – potentata medialnego, kochanka i protektora odtwórczyni głównej roli – wytwórni Cosmopolitan Productions, jak i dystrybuującego film studiu MGM (w czołówce pojawia się informacja wprost sugerująca, że to obraz powstały pod egidą firmy-filii zarządzanej przez samą Davies). Niezależnie od wyników finansowych, farsa zgarnęła bardzo dobre recenzje, w których chwalono tak obsadę, jak i reżyserię Vidora, prowadzącego aktorkę wcześniej w dwóch innych filmach, a mianowicie „Show People” (1928) oraz „The Patsy” (1928). Twórca – w przeciwieństwie do Hearsta, który widział partnerkę w poważniejszym repertuarze – doskonale czuł i rozumiał komediowy talent Davies, pozwalając jej na wykazanie się w lżejszych historiach.

Co by jednak o niej nie mówić, najzabawniejszym elementem pozostaje i tak parodiujący hollywoodzkie maniery Pangborn, w jednej ze scen – dosłownie w pocie czoła – streszczający swój najnowszy scenariusz. Geniusz!

Dulcynea (1930)1

Not So Dumb

COSMOPOLITAN PRODUCTIONS ● Reżyseria: King Vidor ● Scenariusz: Wanda Tuchock, Edwin Justus Mayer i Lucille Newmark ● Wykonawcy: Marion Davies, Elliott Nugent, Raymond Hackett, William Holden i Franklin Pangborn.

📅 17 stycznia 1930 roku ● 76 minut

1 Polski tytuł nadany przeze mnie na potrzeby niniejszego cyklu.