Kuzynowskie porachunki

John-Michael Powell nosił się z zamiarem zrobienia tego filmu od ponad dekady. Urodzony w 1982 roku w North Little Rock w Arkansas artysta – parający się głównie sztuką montażu – przyznał w jednym z wywiadów, że zawsze chciał opowiedzieć historię rozgrywającą się w swoim rodzinnym stanie. Pierwszą wersję scenariusza miał gotową w 2013 roku, ale ilekroć podchodził do etapu realizacji, tylekroć coś stawało mu na przeszkodzie. Coś, czyli – jak to zwykle bywa w takich przypadkach – pieniądze, a raczej ich brak.

By móc się rozwijać, w trakcie pandemii koronawirusa napisał i wyreżyserował kosztujący grosze utwór „The Send-Off” (2022), który przeszedł wprawdzie bez echa – raptem kilka pokazów na mało znaczących festiwalach – ale zapewnił mu częściowe dofinansowanie projektu marzeń. Zdobywszy grant od firmy Panavision, mógł wreszcie przystąpić do prac nad swym potencjalnym opus magnum. Problem w tym, że w chwili, gdy ekipa miała wchodzić na plan, w Hollywood rozpoczął się strajk aktorów, który skomplikował i tak już niełatwą sytuację. Na szczęście dla Powella i wszystkich osób zaangażowanych w proces – ale czy aby na pewno dla widza? – sprawę udało się załatwić tak, że wznowiono produkcję. Tak oto – w telegraficznym skrócie – powstał „Okrutny koniec” (2025).

Jest rok 1992. Mieszkający w cieniu wyżyny Ozark Lucas Frost (Billy Magnussen) i Emma Darling (Alexandra Shipp; znana między innymi z „The Good Half” Roberta Schwartzmana z 2023 roku) planują się pobrać, ale to wcale nie takie proste, jak mogłoby się wydawać. Tym, co zagraża ich przyszłości, jest jego rodzina, nie dość, że na życie zarabiająca dzięki handlowi narkotykami, to jeszcze tak podzielona, że potrzeba sporo dobrej woli i cierpliwości, by zrozumieć jej drzewo genealogiczne. Lucas nie ukrywa chęci odcięcia się od toksycznych krewniaków. Wie, że jeśli zamierza w przyszłości wychować dzieci, musi zapomnieć o swoich korzeniach.

Sęk w tym, iż los Lucasa jest z góry przesądzony, niczym w jakiejś starożytnej przepowiedni, która zaczyna się spełniać wtedy, gdy mężczyzna ogłasza chęć wyrwania się ze szponów familii, a przypieczętowana zostaje wraz z wyjściem z więzienia jego kuzyna imieniem Sid (James Badge Dale z recenzowanego tu dramatu „Mickey i niedźwiedź” Annabelle Attanasio z 2019 roku), psychopaty co się zowie, człowieka łaknącego władzy i gotowego do podjęcia kroków radykalnych, by ją zdobyć.

Kiedy zatem Bogu ducha winna Emma – znajdująca się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze – ginie w trakcie napadu, za który najprawdopodobniej odpowiada Sid, Lucas rozpoczyna poszukiwania wendety na oprawcach.

Trzeba przyznać, że „Okrutny koniec” – zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, iż dopieszczano go przez tyle lat – to szalenie wtórne kino o wiszącym nad głównym bohaterem fatum. Powell proponuje odbiorcy bardzo klasyczną opowieść o zemście i samonakręcającej się spirali przemocy, w której trup ściele się gęsto, a finał jest od samego początku przewidywalny. Co się wydarzy, wiadomo już od sceny, w której protagonista słyszy od przebywającego za kratkami ojca (w tej roli Matt Riedy), iż obaj są grzechotnikami, co oznacza tyle mniej więcej, że atakują tylko w ostateczności. Postawiony pod ścianą Lucas wkracza na ścieżkę występku, na którą nigdy nie chciał wchodzić. To postać tragiczna, co sugeruje wszakże tytuł, wprost zaczerpnięty z „Romea i Julii” Williama Szekspira.

Powell kreśli świat, w którym zła nie da się wyplenić, ponieważ jest ono bezpośrednio wtłoczone w ludzką naturę. Nie ma w tej konstatacji niczego świeżego, podobnie skądinąd jak w sposobie, w jaki reżyser przedstawia tę rzeczywistość. Na poziomie formalnym jest to oczywiście film poprawny, aczkolwiek niepotrzebnie romantyzujący brutalność (vide: nadużywanie zdjęć zwolnionych w sekwencjach zabójstw) i nad wyraz chętnie eksponujący rozlew krwi. Na gruncie samej fabuły mnóstwo tu dziur i nierozwiniętych wątków (a pomyśleć, że mowa o metrażu wynoszącym niemal dwie godziny). Jaki wpływ na dynamikę rodziny ma to, że Emma jest czarnoskórą kobietą, wyraźnie wyróżniającą się na tle pozostałych Frostów? Czy to, że matka Lucasa (grana przez Kate Burton) jest policjantką, nie powinno silniej oddziaływać na rozwój wydarzeń? Powell wrzuca te elementy do kotła, ale nie ma pomysłu na ich rozwinięcie.

Jakby tego było mało, gangsterzy są tu prezentowani bez reszty sztampowo. Wcielający się w Sida Dale ociera się wręcz o karykaturę, gdy bez przerwy filozofuje i znad talerza z szarpanym mięsem wygłasza jakieś komunały o związkach biznesu i strachu, a na samą myśl o tym, że mógłby sprawować pieczę nad zwaśnionymi kartelami, aż mu ślinka cieknie. Aktora nie da się oglądać, co z kolei przekłada się na jakość całego filmu, i tak już przecież nieznośnego, jeśli idzie o anegdotę.

Recenzja filmu Okrutny koniec (Violent Ends); reż. John-Michael Powell; USA 2025; 112 minut