Między dwoma mostami
Co się stanie z psem? To pytanie zadają sobie nie tylko osoby oglądające filmy – a już zwłaszcza te szczególnie wyczulone na cierpienie zwierząt, o czym świadczy popularność takich stron internetowych jak, ot, choćby, {Does the Dog Die?} – ale również bohaterowie dramatu, pod którym podpisali się Scott McGehee i David Siegel, duet będący w branży kinowej od ponad trzech dekad, lecz nowe tytuły wypuszczający wyjątkowo rzadko (średnio raz na pięć lat). „Przyjaciel” (2024) – bo o tym utworze mowa, powstałym w oparciu o powieść Sigrid Nunez – to ich siódmy wspólny projekt (wcześniej – w 2021 roku – zrealizowali recenzowaną tu „Montańską opowieść”). Niewykluczone, że to ich najprzystępniejsze dzieło, co nie oznacza bynajmniej, że najbardziej spełnione.
Tak czy siak, kwestia tego, co dalej z sięgającym ludziom do pasa dogiem niemieckim o imieniu Apollo, którego właściciel Walter (Bill Murray; znany między innymi z komedii kryminalnej „Riff Raff. Zabójcza rodzina” Dito Montiela z 2024 roku) popełnił właśnie samobójstwo, pozostaje do rozstrzygnięcia.
Barbara (Noma Dumezweni), wdowa po mężczyźnie, a przy okazji jego żona numer trzy, twierdzi, że czworonóg – zgodnie z życzeniem nieboszczyka – powinien trafić pod skrzydła Iris (Naomi Watts z „Decydującej godziny” Phillipa Noyce’a z 2021 roku), singielki w średnim wieku, a także wieloletniej towarzyszki, kochanki i protegowanej Waltera. Obowiązków jej nie brakuje. Nie dość, że jest wykładowczynią akademicką próbującą napisać kolejną książkę, to ponadto dostała za zadanie przygotowanie do publikacji licznej korespondencji zmarłego (w tym ostatnim pomaga jej Val, grana przez Sarah Pidgeon córka Waltera). W związku z tym na propozycję przystaje niechętnie.
Trudno jej się dziwić. Abstrahując od tego, że Iris jest zapracowaną osobą, która jest uprawniona, tak najzwyczajniej w świecie, do tego, by nie mieć głowy do opieki nad psem, to jeszcze problem stanowi jej mieszkanko. Pal licho, że jest ono małe – w szczególności w porównaniu z apartamentem Tuesday (Constance Wu), żony numer dwa – skoro administracja i tak nie pozwala lokatorom na posiadanie zwierząt. Iris tymczasem postanawia przeciwstawić się zasadom i przygarnąć Apolla. Ten gest może ją kosztować utratę dachu nad głową. A tego by oczywiście nie chciała.

To, że obiekt znajduje się tuż obok Washington Square Park w dzielnicy Greenwich Village na Manhattanie, a zatem w sąsiedztwie Uniwersytetu Nowojorskiego, gdzie naucza Iris, to jedno. Owszem, prestiżowe położenie robi wrażenie, ale najistotniejszym atutem budynku – w gruncie rzeczy bezcennym – jest fakt, iż obowiązuje w nim ścisła kontrola czynszu, co oznacza w skrócie tyle, że Iris, odziedziczywszy nieruchomość po ojcu, który nabył ją najpewniej przed 1971 rokiem, płaci za nią grosze, znacznie poniżej stawek obowiązujących w Wielkim Jabłku. (Co ciekawe, wokół motywu zamrożonego komornego osnuto intrygę dziewiątego odcinka drugiego sezonu nadawanego w latach 2023-2025 serialu „Poker Face”).
Jak w takim razie odnaleźć się w tej patowej sytuacji? Jak zadbać o psa, ale i o siebie? Jak nie wylądować na bruku i uporządkować listy Waltera? Jak wreszcie poradzić sobie z jego niespodziewanym odejściem?
McGehee i Siegel poruszają w „Przyjacielu” mnóstwo tematów, spośród których na czoło wysuwa się żałoba. W smutku po śmierci bliskiej osoby trwają tu zarówno Iris, jak i Apollo. I kobieta, i jej świeżo upieczony podopieczny mają ogromny kłopot z dostosowaniem się do realiów, w których nie ma już Waltera (na ekranie mężczyzna pojawia się w kilku raptem retrospekcjach). Coś, co innym przychodzi z dużo większą łatwością – po Elaine (Carla Gugino), czyli pierwszej żonie, nie znać na przykład, by była w rozsypce – im przysparza bólu i zmartwień (widok potężnego doga niemieckiego leżącego na łóżku swej nowej pani i pogrążającego się w tęsknocie zmiękczy niejedno widzowskie serce).
Iris i Apollowi nikt nie jest w stanie zastąpić Waltera, ale już samo to, że teraz, po jego samobójstwie, mają siebie nawzajem, sprawia, że rany regenerują się szybciej, i to niezależnie od tego, czy o tym wiedzą, czy nie. Lekarstwem pozwalającym wypełnić pustkę po zmarłym jest obecność. Iris i Apollo uczą się życia od początku, tym razem w symbiozie. Gdy się dostroją, przepracują żałobę.
Na szczęście McGehee i Siegel nie robią z „Przyjaciela” komedii, choć oczywiście nie sposób się nie uśmiechnąć, obserwując skontrastowanych ze sobą na poziomie czysto fizycznym bohaterów: drobną protagonistkę i ważącego więcej od niej pupila. Mało tego – twórcy rezygnują również z charakterystycznego dla kina o psach sentymentalizmu (jasne, w trakcie seansu można uronić łzę, ale całości daleko do ckliwości). Filmu splendoru dodają zarejestrowane w nowojorskich plenerach – a także w metrze – zdjęcia, ale coś jednak nie pozwala zaliczyć utworu do zupełnie udanych. Może to liczne dłużyzny (metraż przekracza dwie godziny!), może wygłaszana ponad kadrem narracja (momentami szalenie napuszona). A może po prostu mnogość wątków i postaci, które odwracają wzrok odbiorcy od Iris i jej psa.



