Jedna łódź

Nieco ponad dwudziestoletni Joe Rantz (Callum Turner) z Seattle, podobnie zresztą jak wielu jego rówieśników, ledwo wiąże koniec z końcem. Jest rok 1936, a w Ameryce trwa Wielki Kryzys, który potęguje katastrofa klimatyczna na Wysokich Równinach. Młodzian, mieszkający w rozklekotanym samochodzie stojącym na terenie jednego z bieda-osiedli (wyrastających jak grzyby po deszczu i zwanych ironicznie „hooverville”), żywi się w garkuchniach, dziurawe buty wypycha gazetami i zasila liczną armię bezrobotnych. By opłacić czesne na Uniwersytecie Waszyngtońskim, gdzie studiuje inżynierię, potrzebuje pracy. Ma dwa tygodnie na uregulowanie długu albo, co tu dużo mówić, wylatuje z akademii.

O etat tych realiach niełatwo, więc gdy nadarza się okazja, by dołączyć do uczelnianej drużyny wioślarskiej, Joe postanawia spróbować. Wszak nie dość, że mógłby wtedy liczyć na wypłatę, to jeszcze nie musiałby się martwić ani o wikt, ani o dach nad głową. I choć Rantz nie ma żadnego doświadczenia, a kandydatów jest całe mnóstwo, dzięki wytężonemu wysiłkowi dostaje się do juniorskiego zespołu prowadzonego przez Ala Ulbricksona (Joel Edgerton), który – jak powiada – nie szuka przeciętniaków, lecz gości zdolnych przyjąć na raz osiem litrów tlenu.

Kiedy dopiero co uformowanej osadzie ze sternikiem Bobbym Mochem (Luke Slattery) udaje się pokonać zawodników z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley – ustanawiając przy tym rekord toru – Ulbrickson upatruje w tym bezprecedensowym zwycięstwie szansy na awans na Igrzyska Olimpijskie w Berlinie. Trener, ryzykując posadę, do odbywających się w Poughkeepsie w stanie Nowy Jork najważniejszych regat sezonu, wystawia nie seniorów, jak każe obyczaj, a żółtodziobów, którzy ostatecznie – zostawiając w tyle ekipy z Ligi Bluszczowej (między innymi z Columbii i Cornella) – wygrywają kwalifikacje umożliwiające im wyjazd na najbardziej prestiżową imprezę sportową na świecie. Zebrawszy potrzebne fundusze, waszyngtońskie husky ruszają na podbój Niemiec, by wrócić stamtąd z upragnionym złotem.

„Ósemka ze sternikiem” (2023) George’a Clooneya to jego bodaj najciekawszy film od czasu „Id marcowych” (2011), zwłaszcza że „Obrońcy skarbów” (2014), „Suburbicon” (2017) oraz recenzowane na Mocnych Punktach „Niebo o północy” (2020) i „Bar dobrych ludzi” (2021) to dzieła raczej przeciętne. W najnowszym projekcie reżyser, sięgnąwszy po kino oparte na prawdziwych wydarzeniach mających miejsce w wyjątkowo newralgicznej dla ludzkości erze, wyrównuje – przynajmniej w jakiejś mierze – rachunki, udowadniając, że ma smykałkę do sprawnego opowiadania historii (napisany przez Marka L. Smitha scenariusz powstał na kanwie wysokonakładowej książki „The Boys in the Boat” Daniela Jamesa Browna, opublikowanej w 2013 roku). W swym dziewiątym pełnospektaklowym obrazie Clooney, sięgając po staromodne chwyty (na czele z otwierającą utwór retrospekcją, zasygnalizowaną poprzez zbliżenie na twarz głównego bohatera oraz – uwaga! – przenikanie), przygląda się jednemu z tych epizodów w dziejach USA, które budują mit o jankeskiej wielkości.

Wprawdzie cel, czyli najwyższy stopień olimpijskiego podium, jest dla autora istotny, ale nie sposób nie dostrzec, iż nadrzędnym tematem „Ósemki ze sternikiem” jest droga do jego osiągnięcia. A tak się składa, że ta jest szalenie wyboista. Nie chodzi tu tylko o to, że wioślarze z Zachodniego Wybrzeża klepią bidę, bo przecież podobne warunki panowały w latach trzydziestych wzdłuż i wszerz kraju, ale również o to, że uczęszczającym na publiczny uniwerek młokosom, w przeciwieństwie do kolegów z prestiżowych ośrodków, Ameryka nie pozwala zapomnieć o tym, że urodzili się po złej stronie torów. By zatem dotrzeć na szczyt, muszą dać z siebie więcej niż pozostali. Tak czy siak, nie ma znaczenia fakt, że na morderczych zaprawach wypruwają sobie żyły. Pal diabli, że zasłużenie Ulbrickson zgłasza ich do wyścigu, skoro sponsorzy ani myślą, by wspierać początkujących. Pal licho, że finalnie są lepsi od konkurencji, skoro działacze – zamiast po prostu sfinansować im wyprawę do Europy – zostawiają ich samych, każąc im na własną rękę uzbierać kapitał pozwalający na wzięcie udziału w Igrzyskach Olimpijskich. Oto walka starych pieniędzy z brakiem pieniędzy, jak określa tę sytuację komentator relacjonujący turniej w Poughkeepsie.

Ten właśnie aspekt jest dla Clooneya fundamentalny. Reżyser kreśli skonstruowaną przez szkutnika nazwiskiem George Yeomans Pocock (Peter Guinness) łódź jako obiekt symbolizujący upór i hart ducha drzemiące w chłopcach z klasy robotniczej – a więc i w każdym przeciętnym obywatelu USA, poturbowanym przez ekonomiczną depresję – przeciwstawiających się najpierw arystokracji z Nowej Anglii, a potem nazistom. Reprezentująca Stany Zjednoczone osada składająca się z dziewięciu studentów, przełamując wszelkie bariery, gromi załogę z Trzeciej Rzeszy, dając prztyczka w nos Adolfowi Hitlerowi (gra go tu Daniel Philpott) i wlewając nadzieję w serca kibicujących im rodakom. Tak to pokazuje Clooney, którego film, choć dość wierny przekazom z przeszłości, zataja to i owo dla bardziej spektakularnego efektu. Twórca słowem nie wspomina o tym, że wioślarskie ósemki z Ameryki triumfowały wcześniej w Los Angeles (1932), Amsterdamie (1928), Paryżu (1924), Antwerpii (1920), Saint Louis (1904) i ponownie w Paryżu (1900), czyli – mówiąc wprost – we wszystkich Igrzyskach Olimpijskich, w jakich rywalizowały w tej konkretnej dyscyplinie. Clooney przedstawia swoich bohaterów tak, jakby to oni stali w centrum berlińskiego święta, mimo iż doskonale wiadomo, że to pojawiający się tu na ułamek sekundy Jesse Owens (Jyuddah Jaymes) był człowiekiem, który ośmieszył Führera, zdobywając aż cztery złote medale.

Niemniej jednak „Ósemka ze sternikiem”, jako się rzekło, to udany film, nawet jeśli oparty na protagonistach nieposuwających akcji do przodu (prawdziwym katalizatorem jest tu sama historia, w której poszczególne postaci są niczym pionki na szachownicy) i przedstawiający kobiety jako li tylko wspierające tło (dziewczyna Joego i żona Ala, interpretowane odpowiednio przez Hadley Robinson i Courtney Henggeler, mają za zadanie zagrzewać swych mężczyzn do boju). Sporo tu patosu, zwłaszcza w przemowach Ulbricksona, którym towarzyszą podniosły akompaniament Alexandre’a Desplata, egzaltowane zdjęcia Martina Ruhe oraz charakterystyczne dla kina sportowego sekwencje montażowe (autorstwa Tanyi M. Swerling). „Ósemka ze sternikiem” to rzetelny obraz o zwycięstwie pomimo przeciwności.

Recenzja filmu Ósemka ze sternikiem (The Boys in the Boat); reż. George Clooney; USA 2023; 124 minuty