Ciemne chmury

Missouri Rhineland, a więc – w wolnym tłumaczeniu – Nadrenia Missouryjska, to region w USA, który leży po obu stronach najdłuższej rzeki w Ameryce Północnej, na wschód od Jefferson City i na zachód od St. Louis. Nazwano go tak głównie z uwagi na podobieństwo pomiędzy występującymi tam glebami – idealnymi do uprawy winorośli – a tymi, które przybysze z Niemiec, od 1832 roku na masową skalę zasiedlający te tereny, znali z Heimatu.

To właśnie tam mieszkają potomkowie germańskich imigrantów, to jest Alvin (Jonathan Erickson Eisley) i jego osiemnastoletnia córka Haas (Hannah Schiller), bohaterowie filmu „Ostatnie życzenie” (2022) Marian Mathias. Gdy mężczyzna niespodziewanie umiera, zostawiwszy dziecko z długami i niezrealizowanymi planami biznesowymi, które – jak wnet się okazuje – były zwykłym picem na wodę, dziewczyna postanawia uszanować wolę ojca i pochować go tam, gdzie się urodził, czyli wcale nie na obszarze Missouri, a w sąsiednim Illinois (ponad 17 procent Amerykanów mających niemieckie korzenie wciąż żyje na terytorium tego konkretnego stanu).

Dotarłszy na miejsce, Haas musi zmierzyć się z przeszkodą w postaci stale odwlekanego dnia pogrzebu, który uzależniony jest od pogody. A jako że ta jest paskudna, nastolatka spędza wolne chwile z dopiero co poznanym Willem (Darren Houle), chłopakiem przemierzającym okolicę w poszukiwaniu pracy, dzięki której mógłby wesprzeć finansowo rodzinę.

„Ostatnie życzenie”, nie tylko wyreżyserowane, ale również napisane i zmontowane przez Mathias, to wyjątkowo powolna opowieść o młodych ludziach ze Środkowego Zachodu, która rozgrywa się niejako poza czasem, przez co całość przypomina coś na wzór historii przekazywanych sobie z pokolenia na pokolenie, a zatem spowitych aurą tajemnicy i niejednoznacznych, być może nie do końca prawdziwych. Trudno stwierdzić, kiedy toczy się akcja tego trwającego zaledwie 76 minut utworu. Niewykluczone, że współcześnie, choć – co, rzecz jasna, zakrawa na paradoks – nic na to nie wskazuje. Ani stroje noszone przez przewijające się przez ekran postaci, ani używane przez nie przedmioty (od telefonów stacjonarnych z tarczą przez niewielkie telewizory kineskopowe aż po stare rowery typu holenderskiego). Jakby tego było mało, w tym szalenie analogowym świecie upływ kolejnych godzin, dni, miesięcy i lat wyznaczają nie tyle zegarki i kalendarze, co natura („Zacznę w pierwszym tygodniu wiosny” – mówi Will, koncentrując swą uwagę na wschodach i zachodach słońca oraz zmieniających się porach roku).

Jest w tym coś surrealistycznego, z czym skądinąd koresponduje warstwa formalna dzieła. Mathias – wraz z operatorem Jomo Frayem, odpowiedzialnym za tak oryginalne wizualnie prace jak „Polne drogi mają smak soli” (reż. Raven Jackson, 2023) – chwyta wszystko w wąskim kadrze, niemal bez cięć, w niskim nasyceniu barw i statyczną kamerą. To – w połączeniu z wyraźnie wyeksponowanymi krajobrazami, które górują nad bohaterami – sprawia, że „Ostatnie życzenie” przypomina wczesne kino skandynawskie, zwłaszcza zaś tak zwaną szwedzką szkołę filmową, skupioną zarówno na sile, jak i pięknie przyrody, ale także na związanej z prowincją ludowości (nic dziwnego, że utwór uhonorowano Nagrodą za Debiut imienia Ingmara Bergmana, przyznaną na festiwalu w Göteborgu w 2023 roku).

Abstrahując od tego, co w tej poetyckiej klechdzie rzeczywiście udane i oryginalne w swojej wtórności (vide: kompozycja bezpośrednio nawiązująca do najsłynniejszych ujęć z „Poszukiwaczy” Johna Forda z 1956 roku), projekt autorstwa Mathias wypada przeciętnie ze względu na brak – o, ironio! – tradycyjnie pojmowanej narracji. Jakichkolwiek wartości nie odnajdywałoby się w relacji pomiędzy Haas a Willem, „Ostatnie życzenie” jest dość nudne i wyprane z emocji (dystansujący się od bohaterów obiektyw przyczynia się do tego, że są oni dalecy także widzowi). Owszem, ona i on odnajdują się w krytycznym momencie, wpływają na siebie, zmieniają perspektywy pod swoim wpływem, po czym rozstają się, ale czy ich spotkanie ma szansę wycisnąć piętno na odbiorcy? Niekoniecznie. „Rzeka się sroży, ale i uspokaja” – pada w którejś ze scen. To tak jak w życiu. Cóż jednak z tego?

Recenzja filmu Ostatnie życzenie (Runner); reż. Marian Mathias; Francja — Niemcy — USA 2022; 76 minut