Haker o złotym sercu
Urodzona w 1984 roku Rebecca Thomas, zadebiutowawszy filmem „Elektryczne dzieci” (2012) – kinie o dorastaniu w mormońskiej rodzinie – zniknęła z dużego ekranu na niemal półtorej dekady. W tym czasie bynajmniej nie próżnowała. Pracując dla telewizji i platform streamingowych, wyreżyserowała szereg odcinków mniej lub bardziej popularnych seriali: od „Stranger Things” (2016-2025) przez „Limetown” (2019) aż po „Archiwum 81” (2022).
Po nabyciu doświadczenia na rzeczonych planach zdjęciowych powraca teraz z drugim filmem. Wprawdzie „Oszust” (2026) zrobiony jest poprawnie i wygląda cokolwiek stylowo, wyróżniając się zwłaszcza na tle setek podobnych utworów, ale na poziomie scenariusza – napisanego przez Daniela Caseya, współtwórcę skryptu do „Szybkich i wściekłych 9” (reż. Justin Lin, 2021) – nie proponuje niczego nowego. Ot, kolejna historia o hakerze, który okradłszy nie tych, co trzeba, lokuje uczucia nie tam, gdzie trzeba.
Jak się sprawy mają? Otóż mieszkający w Salt Lake City w stanie Utah, a więc w zagłębiu mormonów, Cole (Dane DeHaan) jest genialnym cyberprzestępcą (a przynajmniej tak rysują go autorzy, gdyż nie sposób nie zauważyć, iż większość roboty odwala za niego tajemnicza osoba, z którą porozumiewa się za pomocą szyfrowanego komunikatora). Jego modus operandi jest zawsze taki sam. Siedząc w samochodzie (pal licho, że w rzucającym się w oczy Mitsubishi Lancerze Evolution, maszyną – nie przymierzając – rajdową), łączy się ze słabo zabezpieczonymi routerami, znajduje luki w systemach sklepów czy restauracji, a następnie opróżnia ich konta.
Podczas jednej z takich akcji, zwanych z angielska wardrivingiem, czyli szukaniem sieci bezprzewodowych w trakcie kursowania autem po okolicy (stąd oryginalny tytuł filmu), zostaje przyłapany przez Oscara (Mamoudou Athie), portiera w ekskluzywnej knajpie, który postanawia nie wydawać go policji, a zaszantażować. Mężczyzna wpada na pomysł, by Cole oskubał niejaką Sarah (Sasha Calle; znana między innymi z melodramatu „W dzikim galopie” Daniela Minahana z 2024 roku), stałą klientkę będącą w posiadaniu 800 tysięcy dolarów.

Cole, nie chcąc ryzykować odsiadki, podejmuje się wyzwania i zdobywa forsę. Kiedy na jaw wychodzi, że pieniądze należały do Bilsona (Jeffrey Donovan), powiązanego z mafią kochanka kobiety, która podejrzewana jest o ich przywłaszczenie, postanawia pomóc jej w uregulowaniu długu.
Kreślony przez Thomas bohater, z zaangażowaniem portretowany przez DeHaana, który miał niegdyś zadatki na wielką gwiazdę, ale po drodze gdzieś przepadł, to prowadzący samotniczy tryb życia i postępujący zgodnie z wewnętrznym kompasem moralnym złodziej o złotym sercu. Jawi się jako współczesne wcielenie Robina Hooda, o czym świadczy nie tylko fakt, iż zależy mu na wyciągnięciu z tarapatów Bogu ducha winnej Sarah, ale również to, że część nielegalnie zdobytej kasy przekazuje swojej z trudem wiążącej koniec z końcem sąsiadce (Karina Gale).
I pewnie Cole mógłby dalej funkcjonować tak, jak funkcjonuje, gdyby nie wyrzuty sumienia oraz to, że zakochuje się w dziewczynie, którą obrabował. Grana przez Calle Sarah to dość typowa femme fatale, która od pierwszej chwili zwiastuje kłopoty. To, że protagonista wpadnie w jej sidła, jest wyłącznie kwestią czasu, a gdy to się dzieje, klimat filmu zbliża się do atmosfery rodem z noirowej opowieści, trochę na wzór „Drive” (2011) Nicolasa Windinga Refna. Mówiąc krótko: nihil novi.
Na szczęście w ostatnim akcie „Oszust” co nieco się rozkręca. Finałowy skok zrealizowany jest z polotem, a sprawny montaż równoległy oraz zwroty akcji generują względne napięcie. To niestety za mało, by usatysfakcjonować bardziej wybrednego odbiorcę, ale jako niezobowiązująca rozrywka całość może się sprawdzić.



