Smak życia
Pochodząca z Teksasu – i dumna ze swych korzeni – Heather (Madelyn Cline), ukończywszy studia w Bostonie, dostaje pracę w nowojorskim banku. Nim obejmie stanowisko, postanawia przeżyć przygodę życia (albo chociaż przygódkę). Wraz z dwiema kumpelami – Connie (Sofia Wylie) i Amy (Madison Thompson) – udaje się za ocean. Amsterdam, Bruksela, Paryż. Dwa dni tu, dwa dni tam. Dziewczyny bawią się wprost fenomenalnie, odhaczając kolejne pozycje z listy miejsc – przygotowanej, rzecz jasna, przez na wskroś staranną Heather – które każdy Amerykanin musi zwiedzić, przebywając w Europie.
W pociągu do Barcelony, ostatniego przystanku przed wylotem przyjaciółek do Wielkiego Jabłka, przyszła finansistka poznaje Jacka (KJ Apa), Nowozelandczyka przemierzającego Stary Kontynent śladami pradziadka, weterana drugiej wojny światowej, który zreferował swe losy w powleczonym skórą i wypełnionym ilustracjami dzienniku. Pogadawszy co nieco o książce „Słońce też wschodzi” Ernesta Hemingwaya, którą, tak się składa, oboje akurat czytają, Heather i Jack zasypiają, docierają do stolicy Katalonii i rozstają się na dworcu, jak gdyby nigdy nic. Ponieważ duch pisarza, jednego z przedstawicieli straconego pokolenia, unosi się nad nimi, spotykają się ponownie, by razem zwędrować ulice miasta Antoniego Gaudíego.
Kilka pocałunków później młodzi są już w sobie zadurzeni po uszy i planują wspólne jutro. Co im ono przyniesie? Sęk nie w tym, że Heather powinna wracać do USA, lecz w tym, że Jack jest śmiertelnie chory.

Zdaje się, że Lasse Hallström – twórca tak różnych tytułów jak „Co gryzie Gilberta Grape’a” (1993), „Czekolada” (2000) czy „Mój przyjaciel Hachiko” (2009) – to idealny kandydat do wyreżyserowania filmu „Droga do ciebie” (2025). Abstrahując od tego, że to autor blisko osiemdziesięcioletni, a zatem młodzieńcze flirty mający już dawno za sobą, to tym, co zdecydowanie przemawia na jego korzyść jest fakt, iż w przeszłości aż dwukrotnie adaptował prozę Nicholasa Sparka. Pal licho, że ani „Wciąż ją kocham” (2010), ani „Bezpieczna przystań” (2013) nie należą do spełnionych artystycznie ekranizacji – może to po prostu wina lichego materiału źródłowego – skoro równocześnie to obrazy szalenie popularne i rzetelnie zrealizowane.
Nic zatem dziwnego, że to właśnie Hallström został zatrudniony do przełożenia na język kina powieści J. P. Monningera (skądinąd też będącego po siedemdziesiątce). Posiłkując się scenariuszem Very Herbert i Lesa Bohema, tym razem branżowy wyjadacz wykreował utwór całkiem niezły, zwłaszcza jeśli zestawić go – a nie sposób tego nie uczynić – z pozbawioną szczerych emocji i do bólu stereotypową „Miłością w Oksfordzie” (reż. Iain Morris, 2025), która nie dość, że ma niemal bliźniaczy szkielet fabularny i identycznie nakreśloną protagonistkę (w skrócie: rozważną, ostrożną, powściągliwą), to jeszcze zadebiutowała w tym samym właściwie czasie (mowa wszak o zaledwie trzech tygodniach odstępu pomiędzy premierami obu dzieł).
To nie tak, że „Droga do ciebie” nie jest szablonowa. Bynajmniej. Rzecz w tym, że pomysł, by utrzymać ją w dużo bardziej optymistycznym tonie – wyrażanym i na szczeblu anegdoty (atmosfera lata ma prawo udzielić się także oglądającemu), i na poziomie wizualnym (nie chodzi wyłącznie o wkradające się tu raz po raz w kadr promienie hiszpańskiego słońca, ale i o zabiegi formalne rodem z mediów społecznościowych, upodabniające część sekwencji do znanych z Instagrama relacji i rolek) – działa lepiej niż skąpanie i tak już pesymistycznej opowieści w angielskiej szarzyźnie.
To sprawia, że pomimo komplikacji i pomimo niepewności towarzyszącej bohaterom, z „Drogi do ciebie” nie wylewa się przytłaczający melodramatyzm, który automatycznie przekształciłby całość w wyciskacz łez. Wręcz przeciwnie. Jest tu mnóstwo energii i radości, ale koniec końców i tak brakuje głębi. Heather i Jack są jednowymiarowi (jeśli ona jest odpowiedzialna i zanim coś zrobi, zastanowi się kilka razy, to on jest niepokorny, co oznacza, że najpierw podejmuje jakieś kroki, a dopiero potem myśli), ale ich więź i tak ma w sobie więcej uczucia niż ta w „Miłości w Oksfordzie”.



