Słomiana wdowa

Zanim główna bohaterka ukaże się oczom widza, słychać jej głos snujący krótką opowieść: „Eddie i Jean poznali się i zakochali w sobie. Eddie i Jean pobrali się i kupili dom. Eddie i Jean chcieli mieć dziecko, ale im się nie udało. Tak oto każdego ranka Eddie całuje Jean, po czym wychodzi, a ona zostaje sama”. Nie brzmi to jak historia miłosna. I rzeczywiście, film w reżyserii Julii Hart (autorki między innymi „Pani Stevens” z 2016 roku), powstały na podstawie scenariusza napisanego przez nią i jej męża Jordana Horowitza (producenta choćby „La La Land”, także z 2016 roku), nie jest romansem. „Twoja kobieta” (2020) to rewizjonistyczne kino gangsterskie, w którego centrum stoi nie tyle kryminalista płci męskiej, co jego tytułowa żona.

Nieudolna gospodyni domowa Jean (Rachel Brosnahan) zdążyła już przyzwyczaić się do wiedzionego w samotności życia. Przystała na to, co ma, a ponieważ – o czym świadczą zarówno ogromny i urządzony w nowoczesny sposób dom, jak i zawartość garderoby – ma naprawdę dużo, nie zadaje żadnych zbędnych pytań i niczego nie analizuje. Nie warto – jest wszak partnerką gangstera. Któregoś dnia Eddie (Bill Heck) wraca z fuchy z niemowlęciem na rękach. „To twoje dziecko” – mówi, a wiadomość ta w uszach kobiety brzmi równie dziwnie, co szalenie. „Jak ma na imię?” – próbuje dowiedzieć się bohaterka, pozostając wierna zasadzie, by zbytnio nie drążyć niepotrzebnych tematów. „Jak tylko zechcesz” – rzuca Eddie z szerokim uśmiechem na twarzy.

I choć dotąd Jean tłumaczyła sobie, że jej poronienia wynikają z faktu, iż posiadłość, w której mieszka, nie jest miejscem do wychowywania potomstwa, akceptuje nową, dość kuriozalną sytuację. Wtem jednak zdarza się kolejna niespodziewana rzecz (czy wiodąc żywot żony przestępcy, naprawdę można aż z takim niedowierzaniem patrzeć na to, co się dzieje, zachowując się tak, jakby zaiste był to grom z jasnego nieba?): w samym środku nocy budzi ją agresywne pukanie do drzwi. To jeden ze wspólników Eddiego, posłaniec przybywający z informacją, że trzeba się ulotnić na jakiś czas. Żadnych pytań. Na podjeździe już czeka na nią i dziecko niejaki Cal (Arinze Kene), ich nowy ochroniarz.

Hart, niczym niedawno Steve McQueen we „Wdowach” (2018) czy Andrea Berloff w „Królowych zbrodni” (2019), odwraca tropy znane dotychczas z silnie zmaskulinizowanego kina gangsterskiego, skupionego na męskich protagonistach, dla których kobiety stanowiły co najwyżej tło, zwłaszcza w latach siedemdziesiątych. Do tej samej dekady reżyserka przenosi akcję „Twojej kobiety”, portretując postać, która przechodzi niezwykłą, choć niekoniecznie spektakularną metamorfozę: od zamkniętej w czterech ścianach patriarchalnego świata kury domowej, niepotrafiącej jednak usmażyć banalnej jajecznicy, do samowystarczalnej i mocnej bohaterki, która w ostatnim ujęciu ucieka z miejsca masakry, prowadząc samochód, mimo że wcześniej mąż zabraniał jej siadać za kółkiem (wyznanie „Jestem okropną kucharką” zderza się tu ze stwierdzeniem „Karmiąc rodzinę, stajesz się najlepszą kucharką pod słońcem”).

Jean, nieprzywykła do zajmowania się czymkolwiek na własną rękę („Nigdy nie byłam zdana na siebie” – mówi w jednej ze scen), emancypuje się i zderza z zewnętrznymi realiami Ameryki, w której – niczym w kotle – aż wrze ze względu na przemiany rasowe i płciowe (podawane przez reżyserkę, przynajmniej w pierwszej połowie filmu, tak subtelnie, na ile to możliwe, zwłaszcza w bardzo dobrej scenie zatrzymania jej i czarnoskórego Cala przez policjanta). Bohaterka zostaje wrzucona na głęboką wodę (przynajmniej teoretycznie – przed wyjazdem pakuje bowiem do torby bez mała 200 tysięcy dolarów, czyli, biorąc pod uwagę inflację, grubo ponad milion baksów, który z całą pewnością pozwoli jej przeżyć). Parasol ochronny znika. Jak to jest żyć bez mężczyzny? Kim się wtedy jest? Te pytania wiszą nad Jean. Niczym tytułowa postać z filmu „Gloria” (1980) Johna Cassavetesa, łapie dziecko i ucieka, mając jednocześnie świadomość, że już nigdy być może nie przestanie oglądać się za siebie w celu upewnienia się, czy nikt jej nie śledzi (paranoja ta nasila się wtedy, gdy mierzy się z graną przez Marceline Hugot nową sąsiadką, szalenie wścibską, a przez to automatycznie podejrzaną).

„Twoja kobieta”, która mogła wszak ograniczyć się jedynie do kwestii związanych z feminizmem, macierzyństwem i rasą, osiada na mieliźnie w drugiej części, mającej znacznie bardziej kryminalny posmak. Koncentrując narrację nie na Eddiem, jak to miały w zwyczaju tytuły z lat siedemdziesiątych, a na Jean, Hart wpada w pułapkę. Im więcej informacji i bohaterów, tym mniejsze film wzbudza zainteresowanie. Wnętrza w kolorach cytrusów szarzeją, kostiumy przestają być aż tak jaskrawe. Szczególny rodzaj relacji, jaką Jean buduje z Calem, również wyparowuje. Niemniej jednak, zyskuje moc, wpada na pomysł, jak przetrwać w tym brutalnym świecie i, co najważniejsze, udaje jej się go zrealizować.

Recenzja filmu Twoja kobieta (I’m Your Woman); reż. Julia Hart; USA 2020; 120 minut