Ludzie, którzy wiedzieli za dużo

Trudno stwierdzić, ile razy Steven Soderbergh wybierał się na emeryturę, choćby po to, by zająć się malarstwem. Ostatnim tytułem zdobywcy Złotej Palmy za „Seks, kłamstwa i kasety wideo” (1989) miał być film „Contagion – Epidemia strachu” (2011), potem – „Magic Mike” (2012). Z czasem granica została ponownie przesunięta. „Wielki Liberace” (2013) nadawał się idealnie do tego, by odejść w chwale. Tak się jednak składa, że już kilka miesięcy po pozornym zakończeniu kariery Soderbergh ogłosił, że wraca za kamerę. Wtedy chodziło o dwudziestoodcinkowy serial „The Knick” (2014-2015), ale niedługo później pojawiły się doniesienia, że twórca zrealizuje obraz „Logan Lucky” (2017; w tym mniej więcej momencie miarka się przebrała, ponieważ to rzecz wyjątkowo nieudana). Wreszcie, zamiast odpoczywać, poświęcił się harówie nawet bardziej niż wcześniej, wydając film za filmem, z intensywnością, której pozazdrościć mógłby mu sam Woody Allen. „Niepoczytalna” (2018), „Pralnia” (2019), a następnie szereg utworów powstałych pod egidą HBO Max, a więc trafiających bezpośrednio na małe ekrany, czyli „Niech gadają” (2020) oraz – kręcone w dobie pandemii koronawirusa, która nijak nie zaburzyła harmonogramu Soderbergha – „Bez gwałtownych ruchów” (2021) i „Kimi” (2022).

COVID-19 stanowi zresztą fabularne tło tego ostatniego, ale – co istotne – to nie wirus jest głównym tematem rzeczonego dzieła. Pochodząca z Seattle i mieszkająca samotnie w przestronnym lofcie Angela Childs (Zoë Kravitz) pracuje zdalnie jako analityczka danych dla technologicznego giganta. Firma Amygdala odpowiedzialna jest za wypuszczenie na rynek urządzenia o nazwie Kimi, czyli działającego w chmurze wirtualnego asystenta w rodzaju Siri czy Alexy. To, co wyróżnia nowinkę na tle pozostałej dwójki, jest fakt, iż stoją za nią ludzie, a nie algorytmy. „Nasz sprzęt rozumie cię dzisiaj dużo lepiej niż wczoraj, a wszystko to dzięki żywemu człowiekowi, który bada twoje polecenia” – tłumaczy dziennikarce Bradley Hasling (Derek DelGaudio), dyrektor generalny korporacji.

Angela jest jedną z osób odsłuchujących setki rozmów przeprowadzanych przez użytkowników z Kimi. Zadaniem kobiety jest usprawnianie maszyny, eliminowanie niepożądanych błędów. W tym, co robi, jest bardzo dobra, może nawet najlepsza. Prywatnie natomiast zmaga się z trudnościami. Traumę z przeszłości przepracowuje, biorąc całą listę farmaceutyków: Zolpidem (środek nasenny i uspokajający), Lorazepam (silny psychotrop uśmierzający zaburzenia lękowe) oraz Trazodon (specyfik przeciwdepresyjny). Boi się wyjść z domu; do tego stopnia, że – jak tłumaczy swojemu dentyście, z którym komunikuje się na wideoczacie, gdy doskwiera jej ból coraz uporczywszy – „bardzo dba o zęby właśnie po to, by nie musiała opuszczać mieszkania”. Stara się, choć wyjątkowo nieudolnie, zbudować jakąś relację z Terrym (Byron Bowers), sąsiadem z bloku naprzeciwko, którego poznała, stojąc w oknie w trakcie powszechnie obowiązującej kwarantanny. Choć zaprasza go do siebie na seks – po którym natychmiast wrzuca pościel do prania – nie ma mowy, by spotkała się z nim na neutralnym gruncie.

Zoë Kravitz w filmie "Kimi" (reż. Steven Soderbergh, 2022)

Rozprzestrzeniający się wirus z jednej strony pomógł jej funkcjonować (konieczność odizolowania się od innych stała się dobrą wymówką, by pozostać we własnych czterech ścianach), a z drugiej – zaprzepaścił jej szanse na powrót do zdrowia, tylko potęgując paraliż wywołany zespołem stresu pourazowego (Angela dezynfekuje ręce żelem antybakteryjnym dosłownie co kilka minut, ilekroć siada do komputera). Świat bohaterki, w jej oczach jako tako stabilny, rozsypuje się na kawałki, gdy przypadkiem, analizując jedną z interakcji Kimi z klientem, podsłuchuje coś, co brzmi jak potencjalne przestępstwo. Ponieważ z gadżetami audiowizualnymi jest za pan brat, udaje jej się – dzięki skrupulatnej i zakończonej sukcesem próbie wyodrębnienia z nagrania poszczególnych ścieżek dźwiękowych – rozwikłać część zagadki, a następnie zgłosić to zwierzchnictwu. „Te urządzenia wyłapują różne rzeczy, ale to nie nasza sprawa” – instruuje ją jeden z przełożonych, wyraźnie obnażając politykę firmy. Angela wie, że musi walczyć sama, przezwyciężając swoje lęki dla dobra ogółu.

Soderberghowi w niespełna półtoragodzinnym metrażu udaje się zmieścić naprawdę sporo materiału i tropów, a także nawiązań do innych filmów. Czuć tu oczywiste inspiracje „Oknem na podwórze” (1954) Alfreda Hitchcocka, ale również „Powiększeniem” (1966) Michelangelo Antonioniego i „Rozmową” (1974) Francisa Forda Coppoli, a w związku z tym także „Wybuchem” (1981) Briana De Palmy. Urządzenie, które zawodowo udoskonala Angela, jawi się tu zarówno jako MacGuffin, jak i strzelba Czechowa. Na pierwszy rzut oka reżyser nie poświęca mu wiele uwagi, zwłaszcza że całość w minimalnym stopniu – o ile w ogóle – skupia się na kwestiach prywatności jednostki oraz niebezpieczeństwie wynikającym z posiadania akcesorium w domu, a mogącym prowadzić przecież, w najgorszym wypadku, do budowy społeczeństwa technokratycznego, ale zarazem nieustannie przypomina widzowi o jego obecności, choćby poprzez towarzyszący bohaterce głos Kimi (w tej roli Betsy Brantley).

Soderbergha niekoniecznie interesuje tu analiza rzeczywistości opanowanej przez zamknięte w wirtualnej chmurze systemy. Dużo większe znaczenie, zdaje się, mają dla twórcy gatunkowe wzorce. Nic zatem dziwnego, że „Kimi”, przynajmniej w segmencie dedykowanym urokom domatorstwa, jest doskonałym thrillerem paranoicznym, w skupieniu i poprzez detale przyglądającym się zachowaniu głównej bohaterki: od starannego i pedantycznego wręcz ścielenia łóżka po dotykającą ją agorafobię (temu motywowi sprzyja narracja zakorzeniona w realiach COVID-19, także niespecjalnie tu zgłębianych; innymi słowy – pandemia po prostu jest). Film traci nieco impet wraz z przeniesieniem się akcji na ulice Seattle. Owszem, Soderbergh, specyficznie kadrujący te sekwencje (za pseudonimem Peter Andrews, który jest tu autorem zdjęć, kryje się sam reżyser), wciąż wzmacnia drzemiące, a właściwie budzące się w Angeli poczucie zagrożenia, ale dopiero powrót do mieszkania – będący zręcznym i dość niespodziewanym hołdem dla świątecznej komedii „Kevin sam w domu” (reż. Chris Columbus, 1990), okraszonym zresztą żartem polegającym na obsadzeniu w jednej z ról Devina Ratraya, w rzeczonym tytule wcielającego się w Buzza McCallistera – przywraca „Kimi” na właściwe tory.

Recenzja filmu Kimi (2022); reż. Steven Soderbergh; USA 2022; 89 minut