Serce serca Ameryki

Początek lat sześćdziesiątych, a konkretniej: rok 1961, o czym świadczą plakaty filmów wyświetlanych w lokalnym kinie w zabitej dechami Wakicie w stanie Oklahoma. Na dużym ekranie obejrzeć można nie tylko głośnych „Siedmiu wspaniałych” (1960) Johna Sturgesa, ale również tytuły z niższej półki – „The Sergeant Was a Lady” (1961) Bernarda Glassera oraz „The Curse of the Werewolf” (1961) Terence’a Fishera. Marny wybór. Nic dziwnego, że główne bohaterki „Do gwiazd” (2019) Marthy Stephens decydują się na western z przystojnym, jak go określają, Steve’em McQueenem. Takie uroki małomiasteczkowości. W owym czasie Wakita, mieścina położona kilka kilometrów od granicy z Kansas, w rejonie tak zwanej Alei Tornad (to tu szalał żywioł w katastroficznym „Twisterze” Jana de Bonta z 1996 roku), liczyła zaledwie 450 mieszkańców (obecnie jest ich jeszcze mniej). Nietrudno wyobrazić sobie, jak funkcjonuje na co dzień takie miejsce. Każdy się tu zna, to oczywiste. Wszyscy są bogobojni (już w którejś z pierwszych scen przybyszce z zewnątrz zostaje postawione pytanie o to, czy aby na pewno jest chrześcijanką, a gdy podczas modlitwy ktoś dziękuje za otrzymane łaski, zaraz potem dodaje, że na nie zasłużył); jeśli nie spotkają się na niedzielnej mszy, to niewykluczone, że trafią na siebie w jedynym salonie fryzjerskim w okolicy, bastionie plotek, w którym wciąż pamięta się o wojnie koreańskiej sprzed prawie dekady.

Iris Deerborne (Kara Hayward) jest jak zapisany w jej nazwisku jelonek – płochliwa, nieśmiała, pruderyjna, a przy tym oczytana i inteligentna. Ma poważny problem o podłożu psychosomatycznym – wciąż się moczy, przez co gnębią ją koleżanki i koledzy z liceum; określenie „Śmierdziucha”, jakiego się dorobiła, stanowi zaledwie wierzchołek góry lodowej. Życie nastolatki zmienia się wraz ze wstąpieniem w szkolne mury nowej uczennicy. Maggie Richmond (Liana Liberato) jest przebojową, zadziorną i wyszczekaną dziewczyną z miasta, której rodzina – jak wyznaje małostkowym i złośliwym panienkom z klasy – przeniosła się na wieś, by jej ojciec mógł zrealizować w tym rejonie fotoreportaż dla magazynu „Life”. To, rzecz jasna, bzdura, choć mężczyzna faktycznie robi zdjęcia, ale dla znacznie mniej poczytnego czasopisma rolniczego. Richmondowie przeprowadzili się z oddalonego o kilkaset kilometrów i mającego negatywny wpływ Kansas City, by zatuszować skandal związany z ich córką (dopiero w ostatnim akcie okazuje się, że Maggie jest lesbijką).

Kara Hayward w filmie "Do gwiazd" (reż. Martha Stephens, 2019)

Film „Do gwiazd” to pierwszy utwór Stephens, autorki „Gołębi pocztowych” (2010) oraz „Zejścia na ląd” (2014), do którego to nie ona napisała scenariusz. Na tym polu zastąpiła ją debiutująca Shannon Bradley-Colleary, co momentami daje się niestety we znaki. Niemniej jednak, reżyserce udaje się wycisnąć z tego dość sztampowego i przewidywalnego tekstu tyle, ile tylko jest możliwe. Niemała w tym zasługa operatora Andrew Reeda, który ograniczone umysły mieszkańców Wakity kontrastuje wizualnie z jej przestronnym i otwartym krajobrazem, kadrując samotną i zagubioną jednostkę w planach totalnych na tle niewysłowionego bezkresu. Nieco przygaszone i przypominające starą fotografię zdjęcia, na których wybijają się pomalowane jaskrawoczerwoną szminką usta bohaterek, oddają atmosferę panującą w owym czasie w głęboko konserwatywnej Oklahomie (warto tu być może dodać, iż podczas premiery na festiwalu Sundance film wyświetlano w czerni i bieli).

To z całą pewnością eleganckie i staroświeckie kino o dojrzewaniu, plasujące się nie tak wcale daleko od „Carol” (2015) Todda Haynesa, nie wnosi zbyt wiele do dyskursu na temat seksualności; przede wszystkim z trudem angażuje widza w opowiadaną historię. Brakuje tu emocji. Całość nieźle wypada jako pocztówka z epoki. Garderoba niektórych pań świadczy o tym, że świat idzie naprzód – pojawiają się modne wówczas spódnice ołówkowe. Wykluwająca się młodzież, szybciej w wielkomiejskim zgiełku niż na spokojnej wsi, zaczyna słuchać rock and rolla, wywodzącego się w tym przypadku z deprawującego – przynajmniej według uprzywilejowanych białych – doo-wopa. Część z nich ma własne samochody (nawet prosto z salonu!), a co niektórzy na własną rękę chodzą do fryzjerki i kosmetyczki.

Zarówno Iris, jak i Maggie zmieniają się pod swoim wpływem. Ich przyjaźń zbudowana jest bowiem nie tyle na dysproporcjach, co na dzielonym przez obie poczuciu wykluczenia, poniżenia oraz niedopasowania. Do tej pory pokazywanie się z tą pierwszą stanowiło wyraz społecznego samobójstwa, jak mówi jedna z dziewczyn ze szkoły. Sprawy nie ułatwia matka-alkoholiczka, istna despotka, najpewniej równie zakompleksiona, podporządkowująca sobie nie tylko córkę, ale także małomównego, a przy tym kochającego i wyrozumiałego męża, obrażanego przez nią na każdym kroku za to jedynie, że – jak na prawdziwego Oklaka i poczciwego farmera przystało – wziął sobie do serca motto stanu, jakoby praca przezwyciężała wszystko. Bita z kolei przez ojca za swój grzeszny homoseksualizm Maggie odnajduje w słabościach siłę, która pozwala jej na odcięcie się od dotychczasowego, toksycznego życia. Wszystko to dzięki nocnym ucieczkom i rozmowom z tytułowymi gwiazdami.

Recenzja filmu Do gwiazd (To the Stars); reż. Martha Stephens; USA 2019; 109 minut