Udawaczki

Urodzony w 1899 roku George Cukor trafił do Hollywood prosto z nowojorskiej sceny teatralnej w wyniku exodusu związanego z wprowadzeniem dźwięku do niemych dotąd ruchomych obrazów. Zakontraktowany przez Paramount Pictures zadebiutował w 1930 roku trzema filmami, za każdym razem dzieląc najważniejsze krzesło na planie z kimś innym: „Grumpy” i „Królewska rodzina Broadwayu” powstały przy współudziale Cyrila Gardnera, zaś „The Virtuous Sin” – Louisa J. Gasniera (warto dodać, że w tamtym sezonie Cukor pracował również jako reżyser dialogów, między innymi przy „Na Zachodzie bez zmian” Lewisa Milestone’a produkcji Universalu). Dopiero „Zbrukaną damę” (1931), w której Tallulah Bankhead po raz pierwszy przemówiła z ekranu, zrobił samodzielnie. Po tych projektach szefostwo zorientowało się, że Cukor ma poczucie humoru, więc warto go skojarzyć z kinem komediowym. Tytułem, który miał potwierdzić to odkrycie, były „Wielkomiejskie dziewczyny” (1931)1.

Nowojorczanki Wanda (Kay Francis) i Marie (Lilyan Tashman) tyrają jako panie do towarzystwa na zlecenie Jerry’ego (Alan Dinehart). Nigdy nie zapraszają bajerowanych zalotników do swego urządzonego w stylu art déco apartamentu, tłumacząc, że mieszkają z matką (w istocie jedyną osobą, która na nie czeka, jest służąca Hattie, grana przez Louise Beavers). Wanda jest już zmęczona nocnym trybem życia, ale – jak stwierdza Marie – z czegoś trzeba opłacić te wszystkie wytworności. Jerry tymczasem organizuje weekend na jachcie, podczas którego dziewczęta poznają przedsiębiorców ze Środkowego Zachodu: nudziarza Jima Bakera (Joel McCrea) i żartownisia Benjamina Thomasa (Eugene Pallette). Jim wie, że kobiety są wynajęte, by ich zabawiać, ale i tak zakochuje się w Wandzie, i to ze wzajemnością. Młodzi zaczynają się spotykać i planować ślub. Na przeszkodzie staje im Alex (Anderson Lawler), obecny mąż Wandy, który – poproszony o rozwód – zaczyna szantażować Bakera. Jim – obserwując naciągającą skąpego Benjamina Marie – podejrzewa wybrankę o knucie przeciwko niemu i odchodzi od niej. Wanda, chcąc odzyskać stracone przez Bakera pieniądze i udowodnić mu, że nie jest taka, za jaką ją uważa, organizuje aukcję, na której wyprzedaje swą garderobę. Marie z kolei przekazuje zdobyte błyskotki pani Thomas (Lucile Gleason), żonie Benjamina, na powrót jednocząc rozpadające się małżeństwo.

Film Cukora, oparty na opowiadaniu Zoë Akins, która – nie czując oddechu cenzorów na karku – wprost uczyniła z postaci prostytutki, to zgrabna komedia o młodych dziewczynach lubiących przednią zabawę, ale także – co ważne – siebie nawzajem (niewiele jest przykładów ekranowego siostrzeństwa z tego okresu; bodaj najbliższe tej relacji są bohaterki „Nocnej pielęgniarki” Williama A. Wellmana z 1931 roku). Wszystko, co trzeba wiedzieć o ich upodobaniach, zamknięte jest w czołówce oraz w następującej zaraz po niej sekwencji. Oto, przy wykorzystaniu miniatur, tylnej projekcji i podwójnej ekspozycji, a potem także szwenków, płynnych przejść montażowych i zbliżeń, Nowy Jork Wandy i Marie jawi się jako kraina wzięta z minionej epoki jazzu. Poprawianiu makijażu i pończoch akompaniują strzelające korki od szampana. Ujęcia sukien odkrywających plecy mieszają się z przebitkami na cenne naszyjniki i kolczyki, akcesoria dobrane tak, by podkreślić biel szczerzących się non stop zębów. I tylko łza spływająca po policzku wyczerpanej Wandy nie pasuje do tego wyborowego nastroju.

Temu smutkowi nie ma co się dziwić. Protagonistka ma dosyć udawania. Na co komu futra, skoro brakuje miłości? Po co wstawać z łóżka (zwłaszcza po południu i na kacu), kiedy budzić trzeba się samemu? Wanda chce kochać i być kochana. „Na świecie są inne rzeczy oprócz pieniędzy” – wyznaje zaskoczonej Marie (stojąc, jak na film przedkodeksowy przystało, w samej bieliźnie), po czym rozrywa na strzępy czek gratyfikacyjny otrzymany od Jerry’ego. Pościg za forsą kończy się w momencie, gdy na horyzoncie pojawia się Jim (niewiele brakowało, by podczas rejsu spiknęła się nie z Bakerem, a z panem Thomasem, nie aż tak wysokim i dobrze zbudowanym, co jego biznesowy partner). Trochę szkoda, że znowu kobieta musi coś udowadniać mężczyźnie, starając się odzyskać jego zaufanie, ale błyskotliwe dialogi oraz znakomicie rozpisani bohaterowie, świetnie poprowadzeni przez Cukora, w pewnym stopniu rekompensują to mizoginiczne rozwiązanie.

„Wielkomiejskie dziewczyny” zebrały mieszane recenzje, ale podobały się widowni. Powszechnie doceniano role Tashman – słynnej imprezowiczki także w życiu prywatnym – oraz Francis. Ta druga nie była poważnie traktowana przez studio, które od jej debiutu w 1929 roku zaharowywało ją do upadłego, zwłaszcza wtedy, gdy pojawiła się perspektywa transferu do Warner Bros. Ten ruch poczytywano w wytwórni jako zdradę. Plotki wprawdzie dementowano, promując zresztą Francis jako najlepiej ubraną aktorkę w Hollywood, ale równocześnie angażowano ją do mało znaczących projektów (bodaj tylko na wypożyczeniu do MGM udało jej się rozwinąć skrzydła – mowa o występie w „Rękach winowajcy” W. S. Van Dyke’a z 1931 roku). Kiedy los Francis był już przypieczętowany, Paramount, nie żywiąc żadnej urazy, obsadziło ją u boku Fredrica Marcha w „Strangers in Love” (reż. Lothar Mendes, 1932), podnosząc jej gażę do 2 tysięcy dolarów tygodniowo (tyle samo miała dostawiać u Warnerów). Jak przyznała, był to miły gest, ale musiała iść naprzód – tylko w Burbank mogła stać się gwiazdą.

Plakat filmu "Wielkomiejskie dziewczyny" (reż. George Cukor, 1931)

Wielkomiejskie dziewczyny (1931)1

Girls About Town

PARAMOUNT PICTURES ● Reżyseria: George Cukor ● Scenariusz: Raymond Griffith i Brian Marlow ● Wykonawcy: Kay Francis, Lilyan Tashman, Joel McCrea, Eugene Pallette, Alan Dinehart, Lucile Gleason, Anderson Lawler i Louise Beavers.

📅 7 listopada 1931 roku ● 80 minut

1 Polski tytuł nadany przeze mnie na potrzeby niniejszego cyklu.